niedziela, 14 maja 2017

Rozdział 20

  Samochód z dużą prędkością zmierzał w naszym kierunku.
– Michael.. Michael, zrób coś! – spanikowałam. Już po chwili było słychać głośny trzask, wszystko stało się niewyraźne. Czas jakby zatrzymał się w miejscu, nie wiedziałam co się dzieje ze mną. Samochód wpadł w poślizg, dzięki silnemu uderzeniu. Michael nie był w stanie go opanować. Bałam się, cholernie się bałam. Nagle nasz pojazd zjechał z ulicy i wpadł prosto w tzw przepaść, co prawda nie była nie wiadomo jak głęboka, ale stojąc u góry nie można było ujrzeć ziemi. Przez całe te zajście miałam zamknięte oczy, dłońmi zakrywałam twarz, gdyż uderzenia były silne. Nagle nastała cisza. Nic już się nie działo. Czułam jakbym miałam zaraz zemdleć, wszystko mnie bolało. Obraz przed oczami miałam zamazany. Spostrzegłam, że dachujemy. Spojrzałam w bok, gdzie siedział chłopak. Jego nogi były wygięte w nienormalny sposób, a on.był nieco otumaniony, lecz szybko wrócił do siebie gdy tylko dostrzegł moje przerażone spojrzenie. Michael naprostował sobie kończymy, było słychać jedynie chrupniecie. Mężczyzna bez problemu wydostał się z auta i uklęknął po mojej stronie.
– Spokojnie, wydostane cię jakoś – powiedział, po czym rozejrzał się, a następnie zwinnym ruchem wyjął mnie z pojazdu. Trzymał mnie rękach jak pannę młodą.
– Wszystko dobrze? – spytał troskliwie, patrząc na moje ciało. Pokiwałam delikatnie głową –  krwawisz. – zmarszczyłam brwi, czuje ból, ale żeby od razu krew? Michael postawił mnie na ziemi chcąc opatrzyć ranę, lecz nie byłam w stanie samodzielnie ustać. Nogi się pode mną ugięły i gdyby nie silne ramiona chłopaka przewróciłabym się.
– Nie mam siły – wyżaliłam.
– Wiem, spokojnie. Trzymam cię – robiło mi się coraz bardziej słabo, wszystko zaczęło się rozmazywać, aż nagle nie widziałam już nic. Zemdlałam.

Michael

Nagle Joe straciła przytomność, wcale się nie dziwię. Straciła dużo krwi, poza tym sam fakt ją nieźle przeraził. Krwawiła prosto z głowy, więc zapewne też tam się uderzyła i to solidnie. Nie podlega refleksji fakt, że był to atak. Osoba dobrze wiedziała co robi. Położyłem delikatnie dziewczynę na ziemi, wcześniej rozkładając stary koc. Rozejrzałem się konkretniej. Jesteśmy w jakiejś dziurze, tu nic nie ma. Nawet żywej duszy. Spojrzałem w górę, ale nawet wyjścia nie widziałem. Wyjąłem telefon chcąc wezwać pomoc, lecz nie ma tu zasięgu. No to mamy problem. Spojrzałem na Joe, wciąż jest nieprzytomna. Musze zobaczyć czy nic więcej jej się nie stało. Klęknąłem przed jej ciałem i zacząłem delikatnie sprawdzać. Dziewczyna posiada liczne siniaki, zadrapania, lecz oprócz tego myślę, że nic jej nie jest.
Minęło już sporo czasu, zaczęło się ściemniać, co nie jest dobrym znakiem, szczególnie w zimie. Dziewczyna nagle zaczęła kaszleć, przez co podszedłem do niej.
– Jak się czujesz?
Joe spojrzała na mnie zdziwiona, jest zdezorientowana.
– Boli mnie wszystko – wyznała spoglądając na swoje ciało. Nagle rozejrzała się dookoła i wyjąkała przerażona.
– Gdzie my jesteśmy?
– Sam nie wiem – Joe była roztrzęsiona, bała się i to było można zauważyć. Zbliżyła się do mnie. – nie bój się – powiedziałem obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie. Wiem, że tego pragnie.
– Jak my się stąd wydostaniemy?  – To jest właśnie dobre pytanie.
– Spróbuję jakoś złapać zasięg – zaproponowałem, lecz bardziej zrobiłem to żeby uspokoić dziewczynę. Nie mogę patrzeć jak siedzi tutaj wtulona we mnie i cała się trzęsie ze strachu. Widać było, że kręci jej się w głowie dlatego zaproponowałem, abyśmy się położyli. Spojrzała na mnie przestraszona, nie ufa mi.
– Słabo ci, odpoczniesz trochę – Joe nie odezwała się, jedynie grzecznie zrobiła to, o co ją prosiłem. Z początku położyła się w bezpiecznej odległości ode mnie, lecz szybko zmieniła zdanie. Umiejscowiła głowę na moim torsie oraz jedną rękę, która kurczowo trzymała mnie za ubranie. Miałem rękę pod jej ciałem dzięki czemu mogłem ją objąć. Wszystko co robiłem, robiłem wyłącznie dla niej żeby ją uspokoić. Nie potrzebuje tu jeszcze przerażonej histeryczki.

Nathan

Gdy wróciłem do domu, późnym wieczorem nie wiedziałem co jest grane. Gdzie jest Joe? Miała już dawno być tutaj. Niepokoił mnie fakt, że uczyła się dziś z Michaelem. Nie trudno zauważyć, że są wrogo do siebie nastawieni. Bylem pewien, że to jego sprawka. Jeśli cokolwiek stało się Joe, zapłaci mi za to.

Rozdział 23

  Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie,  głównie dlatego, że idę dziś do szkoły. Wreszcie, po tak długim czasie mam zamiar udać się do tego miejsca. Wzięłam poranny, orzeźwiający prysznic, po czym założyłam na siebie moje ulubione ubrania. Wróciłam do łazienki, w celu zrobienia delikatnego makijażu i stwierdziłam,  że jestem gotowa. Przed wyjściem zjadłam jeszcze małe śniadanie. Dzisiejsza pogoda była wątpliwa, niby ładnie, a jednak deszczowe chmury było widać gdzieś w oddali.
Udałam się na autobus,  gdyż nie mam nawet czasu iść na piechotę. Pojazd był praktycznie pusty, co mnie zdziwiło. Aczkolwiek nie narzekam,  gdyż nie lubię gdy jest dużo ludzi wokół mnie. Droga do szkoły nie była długa, gdy znalazłam się przed budynkiem, ogarnął mnie wewnętrzny paraliż. Co jeśli mi nie uwierzą? Czy ja umiem aż tak dobrze kłamać?
– No nie wierzę. Joe! – usłyszałam głos mojej przyjaciółki, przez co odwróciłam się w jej stronę.
– We własnej osobie – uśmiechnęłam się do niej szczerze.
– Czemu tak długo cie nie było? - Dopytywała, jak zwykle ciekawska.
–  Mówiłam, że byłam u rodziny. Moja bliska ciocia przeżywa ciężkie chwile, musiałam być przy niej.
– Co się stało? - Zaniepokoiła się.
– Nie chce o tym rozmawiać, sądzę że to zbyt prywatne sprawy – uśmiechnęłam się do niej słabo.
–  Rozumiem,  nie tłumacz się. Nagle usłyszeliśmy dzwonek na lekcje
– I znów spóźnione – westchnęłam przypominając sobie moje uczęszczania na lekcje.
– Jak zwykle – zaśmiała się Amber. Szybkim tempem udałyśmy się do klasy.
–  Kogo ja widzę? Czyżby panna Joe zaszczyciła nas swoją obecnością?  – jak na złość miałam dziś lekcje z wychowawcą,  a był nim 29 letni mężczyzna.
– Tak, dokładnie tak – zdenerwowałam się,  co go to niby obchodzi?
– Uważaj na słowa młoda damo.
– Jestem niewiele młodsza – cała klasa przyglądała się zaistniałej sytuacji, gdy ja i profesor staliśmy na przeciw siebie dosłownie na środku sali. Coś było nie tak, czułam to. Tylko nie wiem co, ale się na pewno dowiem. Usiadłam w swojej ławce, nie mam zamiaru tego dalej ciągnąć. Jak zwykle rozmawialiśmy o sprawach klasowych, wycieczce w góry i moich nieobecnościach. Inaczej mówiąc nic ciekawego,  dlatego też wpatrywałam się w widok za oknem. Widziałam młodzież, którzy biegną zdesperowani na lekcje,  gdyż są spóźnieni i nie chcą pogorszyć swojej sytuacji. Wiatr był coraz mocniejszy, gałęzie uginały się pod wpływem nacisku, a niektóre z nich zwyczajnie się łamały. Chmury również szybko zmieniały swoje położenie,  a w dodatku były coraz to ciemniejsze. Dosłownie jak burzowe, lecz przecież w zimie nie ma burzy. Nagle z transu wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Leniwie wstałam i skierowałam się do wyjścia z sali. Na korytarzu spotkałam również Oliwera, który gdy mnie zobaczył automatycznie mnie przytulił.
– Joe, tęskniliśmy za tobą – wyznał wtulony we mnie.
– Ja też za wami tęskniłam – odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się do Amber. Porozmawiałam z przyjaciółmi do końca przerwy, po czym udałam się w stronę swojej sali. Teraz języki, a tak się składa, że podjęłam inny wybór niż znajomi.
Reszta lekcji minęła dość szybko, może dlatego, że ciągle się zamyślałam. Gdy wyszłam ze szkoły zaczął padać deszcz ze śniegiem. Akurat teraz? Nim wrócę do domu będę cała przemoczona.
– Hej,  Joe! – usłyszałam głos Oliwiera, który mnie woła. Odwróciłam się. – dzisiaj jest impreza u Kodiego, wpadniesz?
– Wiesz.. No nie wiem czy to dobry pomysł
– Bardzo byłoby mi miło, gdybyś jednak przyszła
– O której?
– dwudziesta
– Wyślij mi adres. Zastanowię się – powiedziałam i ruszyłam w stronę mojego domu. Tak jak myślałam, nim wróciłam byłam już cała przemoczona. Było mi tak bardzo zimno. Postanowiłam wziąć ciepły prysznic, to mnie na pewno rozgrzeje.
Gorące krople wody spadały na moje zmarznięte ciało, nadając mu różowy odcień. Płytki okrywające ściany w całej łazience, zostały pokryte parą wodną. Namydliłam się powoli oraz dokładnie, aby nie ominąć żadnego fragmentu skóry. Następnie spłukałam je wodą i wyszłam z kabiny prysznicowej. Otuliłam się strzelnie ręcznikiem, wytarłam, a następnie ubrałam w swobodny strój. Gdy gotowa wyszłam z łazienki, skierowałam się do kuchni. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę oraz coś do zjedzenia na szybko. Z gotowym posiłkiem oraz napojem udałam się do salonu, gdzie usadziłam swoje ciało na kanapie oraz włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach szukając czegoś ciekawego. W końcu zostawiłam na programie edukacyjnym, nie bardzo mnie to interesuje, jednakże nie ma nic ciekawszego, w tym momencie. Oglądałam, między czasie, konsumując zawartość talerza. Zbliżała się godzina dwudziesta. Iść czy nie iść? O to jest pytanie. W sumie co będę robić sama w domu wieczorem? Szybko wbiegłam do swojego pokoju, otworzyłam szafę i wybrałam czarne rurki oraz top w kolorze niebieskim. Założyłam na siebie przygotowane ubranie i ruszyłam do łazienki, aby zrobić makijaż. Około godziny dwudziestej czterdzieści byłam gotowa. Założyłam buty, zamknęłam dom i ruszyłam w drogę. Dom Kodiego znajdował się całkiem niedaleko mojej ulicy, dlatego nie kombinowałam już z transportem, tylko po prostu się przeszłam.