czwartek, 19 października 2017

Rozdział 29

Powoli zaczynają docierać do mnie pojedyncze dźwięki. Zmuszam moje biedne ciało do otworzenia oczu. Oślepia mnie blask, jaki dochodzi zza okna. Dopiero po chwili dociera do mnie, że jestem w szpitalu. Obok mnie, na krześle, siedzi Nathan. Gdy tylko zauważył, że się wybudziłam wstał i pobiegł po lekarzy.
– Jak ja się tu znalazłam? – pytam, ponieważ nie wiem co się dzieje.
– Odpoczywaj – mówi lekarz i zaczyna mnie badać.

– Zostawiłeś mnie – mówię że smutkiem, nawiązując do wydarzenia.
– Nie zostawiłem – odpowiada niemal od razu, przecząc moim słowom. Czuję żal do przyjaciela, którego nie potrafię się pozbyć.
– Chcę zostać sama – nalegam, lecz chłopak nic sobie z tego nie robi.
– Głuchy jesteś? Chcę być sama.
– Joe... – zaczyna, lecz mu przerywam.
– Wyjdź – nakazuje, chłopak spogląda na mnie zawiedziony. Podnosi się i podchodzi do mnie. Mam tego dość, wyciągam przed siebie dłonie i staram się skupić swoją moc. Niestety, nic się nie dzieje. Podejmuję drugą próbę, lecz sytuacja się powtarza.
– Straciłaś moc – słyszę głos Nathana, który przygląda się całemu wydarzeniu.
– Nie... – mówię nerwowo. – To niemożliwe.
Znów próbuję wydobyć z siebie jakakolwiek magię, okazuje się, że na próżno.
– Spokojnie – uspokaja mnie chłopak. Mój gniew na niego przechodzi, a zastępuje go rozczarowanie.
– Czemu... Co ja zrobiłam takiego?
– Zużyłaś zbyt dużo magii w krótkim czasie.
– Nie mogłam inaczej...
– Wiem – mówi chłopak i mnie przytula. – Będzie dobrze.
Czuję się zagubiona. Jeszcze niedawno nie wiedziałam nawet o czymś takim, a teraz jestem częścią tego świata. Bynajmniej byłam. Nie mam mocy, więc znów staję się zwykłym człowiekiem.

Minął już miesiąc od feralnego wydarzenia. Cały ten czas spędziłam w naszym świecie, z przyjaciółmi oraz rodzicami. Nic nadzwyczajnego nie miało już miejsca. Nathana ostatni raz widziałam w szpitalu, później kontakt się urwał. Myślę, że to koniec mojej magicznej przygody. Muszę zacząć myśleć o sobie, o przyszłości, a przestać zamartwiać się bzdurami.