Powoli zaczynają docierać do mnie pojedyncze dźwięki. Zmuszam moje biedne ciało do otworzenia oczu. Oślepia mnie blask, jaki dochodzi zza okna. Dopiero po chwili dociera do mnie, że jestem w szpitalu. Obok mnie, na krześle, siedzi Nathan. Gdy tylko zauważył, że się wybudziłam wstał i pobiegł po lekarzy.
– Jak ja się tu znalazłam? – pytam, ponieważ nie wiem co się dzieje.
– Odpoczywaj – mówi lekarz i zaczyna mnie badać.
– Zostawiłeś mnie – mówię że smutkiem, nawiązując do wydarzenia.
– Nie zostawiłem – odpowiada niemal od razu, przecząc moim słowom. Czuję żal do przyjaciela, którego nie potrafię się pozbyć.
– Chcę zostać sama – nalegam, lecz chłopak nic sobie z tego nie robi.
– Głuchy jesteś? Chcę być sama.
– Joe... – zaczyna, lecz mu przerywam.
– Wyjdź – nakazuje, chłopak spogląda na mnie zawiedziony. Podnosi się i podchodzi do mnie. Mam tego dość, wyciągam przed siebie dłonie i staram się skupić swoją moc. Niestety, nic się nie dzieje. Podejmuję drugą próbę, lecz sytuacja się powtarza.
– Straciłaś moc – słyszę głos Nathana, który przygląda się całemu wydarzeniu.
– Nie... – mówię nerwowo. – To niemożliwe.
Znów próbuję wydobyć z siebie jakakolwiek magię, okazuje się, że na próżno.
– Spokojnie – uspokaja mnie chłopak. Mój gniew na niego przechodzi, a zastępuje go rozczarowanie.
– Czemu... Co ja zrobiłam takiego?
– Zużyłaś zbyt dużo magii w krótkim czasie.
– Nie mogłam inaczej...
– Wiem – mówi chłopak i mnie przytula. – Będzie dobrze.
Czuję się zagubiona. Jeszcze niedawno nie wiedziałam nawet o czymś takim, a teraz jestem częścią tego świata. Bynajmniej byłam. Nie mam mocy, więc znów staję się zwykłym człowiekiem.
Minął już miesiąc od feralnego wydarzenia. Cały ten czas spędziłam w naszym świecie, z przyjaciółmi oraz rodzicami. Nic nadzwyczajnego nie miało już miejsca. Nathana ostatni raz widziałam w szpitalu, później kontakt się urwał. Myślę, że to koniec mojej magicznej przygody. Muszę zacząć myśleć o sobie, o przyszłości, a przestać zamartwiać się bzdurami.