Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające prosto na moje łóżko, które w tym momencie jest moim aktualnym miejscem pobytu. Dziś jest środa, co oznacza, że muszę znów zmierzyć się z tym okropnym budynkiem, jakim jest szkoła. Usłyszałam głos mamy, która woła mnie na śniadanie, aż dziwne. Zwykle to samo muszę sobie robić jedzenie i przez to często omijam tę czynność z powodu braku czasu lub chęci. Nagle mój telefon zaczął dzwonić, spojrzałam na wyświetlacz. Drake.
- Halo? - Przywitałam się zaspanym głosem.
- Joe, ty jeszcze śpisz? - Zdziwił się dość bardzo mój chłopak. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie na przeciwko mojego łóżka. 6:45. I dziwne, że wciąż śpię?
- Taa. - Wymruczałam do komórki, nadal nie podnosząc się z posłania.
- Najwyższa pora. O 7:30 będę po ciebie.
- Mało czasu... - Wyszeptałam jakby sama do siebie.
- Słucham? - Drake widocznie nie dosłyszał tego.
- Nic, nic. Dobra to czekam na ciebie.
- Ok. Zbieraj się skarbie.
Nic nie odpowiedziałam. Jedynie rozłączyłam się i wreszcie mogłam spokojnie wstać z łóżka. Mam dość nie wiele czasu, dlatego nie będę bawić się w pokaz mody i wybiorę to co mi wpadnie w rękę. Kiedy wyszłam z łazienki była już godzina 7:20. Właściwie to w biegu zjadłam przygotowane przez mamę śniadanie, napiłam się kawy, której i tak nie wypiłam do końca, a jedynie kilka łyków. Punkt 7:30 usłyszałam klakson samochodu. Wychyliłam się przez okno dając znak Drake'owi, że już idę, po czym chwyciłam mój plecak, ubierając buty i wyszłam. Nie żegnałam się z mamą, ponieważ jej i tak już nie było. Przeważnie wychodzi wcześniej niż ja. A tata? Aktualnie jest w delegacji, właściwie to dzisiaj wraca wieczorem chyba.
- Witaj królewno. - Przywitał się Drake buziakiem, co odwzajemniłam.
- Hej. - Odpowiedziałam krótko i zajęłam miejsce obok niego, jako pasażer.
- Wyspana? - Zagadał stając na czerwonym świetle. Serio, bo uwierzę, że go to interesuję.
- Nie narzekam.
Po ok 15 minutach drogi byliśmy już na miejscu. Chłopak zaparkował na szkolnym parkingu, po czym spojrzał na mnie.
- Dostanę buzi na podziękowanie? - Zaczęło podstępnie z figlarnym uśmiechem.
- Jasne. - Pocałowałam go w policzek, choć dobrze wiedziałam, że ewidentnie ma na myśli usta. - Spotkamy się dzisiaj? - Zapytałam z nadzieją, że w końcu znajdzie dla mnie czas. Drake podrapał się po głowie, a następnie odpowiedział.
- Chętnie mała, ale jednak nie tym razem.
- Co jest znów ważniejsze od twojej dziewczyno, co? - Lekko poirytowałam się.Ja rozumiem gdyby to się zdarzało raz na jakiś czas, ale kurde no codziennie?
- Mam mecz wieczorem. - Odparł najnormalniej w świecie.
- Ahh tak, jak zwykle. - Westchnęłam tylko, po czym chciałam już wychodzić, lecz chłopak zatrzymał mnie.
- O co ci chodzi?
- Mi? Ależ o nic mi nie chodzi. - Nie miałam ochoty dłużej przebywać w tym samym pomieszczeniu co on, a już tym bardziej oddychać tym samym powietrzem. Tak, wiem to mój chłopak.. ale co z tego? Zachowuje się jak frajer.
- Joe do cholery. - Podniósł głos, choć dobrze wie, że tego wręcz nienawidzę.
- No?
- Uspokoisz się, czy nie?
- Nie. Coś jeszcze?
- Tak.
- Więc słucham, byle by szybko.
- A co tak bardzo ci się już spieszy ode mnie?
- Żebyś wiedział. - Fuknęłam w jego stronę.
- Możesz przestać?
- Co mam niby przestać?
- To co robisz.
- A co ja takiego robię?
- Joe!
- Jeszcze nie jestem głucha, ale jak dłużej będę przebywała z tobą to zapewne mnie to czeka.
- Zachowujesz się jak wredna suka.
- A co jeśli nią jestem?
- Wiem, że jesteś. - Nie ukrywam, że poczułam się z tym źle, ale oczywiście jemu na pewno tego nie pokaże.
- I wiesz co? Dobrze mi z tym. - Powiedziawszy te słowa opuściłam samochód Drake'a. Przypomnijcie mi proszę dlaczego ja wciąż z nim jestem? Szybkim krokiem udałam się do wnętrza szkoły. Już obok drzwi dostrzegłam Amber oraz jej kuzynkę Kelly. Nie przepadam za rodziną przyjaciółki, dlatego zwykle omijam je w takiej sytuacji. Dlaczego tak robię? Kelly to słodka szesnastolatka, która nie widzi nic innego prócz swoich "sweet" ubranek i tony tapety na swojej twarzy. Niczym lalka barbie. Gdy wchodziłam po sporych schodach wprost do wejścia do budynku, usłyszałam głos Amber.
- Hej, Joe! - Niechętnie odwróciłam się w jej stronę, aby zauważyć jak woła mnie do siebie. Podeszłam do niej z grymasem na twarzy. Usłyszałam jak Amber wygania kuzynkę z jej towarzystwa, chociaż tyle dobrze.
- No? - Odparłam stając obok niej.
- Zły humor? - Zagadała zwyczajnie patrzą na mnie.
- Taa.
- Ej mała, co jest?
- Drake jest. - Westchnęłam naburmuszona.
- Ouu stwierdził wreszcie, że jesteś zwykłą jedzą i cię porzucił? - Dogryzła Kelly. Spojrzałam na nią z politowaniem.
- Spierdalaj puki możesz gówniaro.
- Kelly, idź sobie. - Namawiała Amber, przynajmniej ona rozumie, że nie przepadamy za sobą.
- Jasne, jasne. Już idę. - Zaśmiała się, ale na szczęście poszła sobie.
- Sorry za nią, ona po prostu...
- Taka się urodziła? Tak, wiem o tym. Nie twoja wina. - Nie wiem czemu jestem dzisiaj tak chamska i wredna dla każdego... a nie. Jednak wiem. Amber nic się nie odezwała na temat swojej kuzynki, jedynie odwróciła wzrok.
- Kłótnia z Drakiem?
- Bingo. - Zrobiłam głupią minę. Niech ten dzień się już skończy.
- Ej, Joe. Spokojnie, nie pierwsza, nie ostatnia.
- Zajebiste pocieszenie.
- Tak, wiem. Jestem w tym najlepsza. - Zaśmiała się przyjaciółka, a mnie zebrało się na uśmiech.
Kilka godzin później...
Właśnie skończyliśmy lekcje, co oznacza, że wreszcie możemy wyjść z tego okropnego miejsca. Jest godzina 16, lecz ze względu na porę roku niedługo zapewne się ściemni. Ah tak w tym momencie jest listopad, a raczej jego końcówka. Niebawem święta, co oznacza wolne od szkoły. Czekam na to jak na zbawienie.
- Idziemy zapalić? - Zapytała Amber wychodząc z budynku tuż obok mnie. Mamy taki zwyczaj, że po szkole wybieramy się nad pobliską rzekę, gdzie zwyczajnie palimy. Oczywiście mam na myśli papierosy. Jak tak teraz sobie myślę, to jednak nie jestem zbyt normalna.. chociaż? Która siedemnastolatka nie paliła nigdy w tym wieku? Zapewne nieliczne wyjątki. Każdy ma chęć spróbować, lecz nie zawsze kończy się to na jednym papierosie. Mnie w sumie wciągnął w to mój poprzedni chłopak, narkoman i palacz. Nienawidzę go za zmarnowany czas, która na niego poświęcałam i te złudne nadzieje, że kiedyś będzie lepiej, kiedyś się zmieni.. absurd. Tacy ludzie nigdy się nie zmieniają.
- Jasne. - Odpowiedziałam dziewczynie, po czym skręciłyśmy w stronę wspomnianego miejsca. Szło się kawałek, gdyż specjalnie wybrałyśmy to otoczenie, z dala od szkoły.
- Powiesz mi o co poszło z Drakiem? - Zagadała Amber gdy zbliżałyśmy się do naszej ulubionej ławki.
- Nie ma o czym mówić.
- Mają dzisiaj mecz. - Poinformowała nagle.
- Wiem. - Odparłam bez emocji.
- Masz zamiar się pojawić?
- Niekoniecznie.
- Joe.. to twój chłopak. Myślę, że jednak wypadałoby...
- Nie, Amber. - Skróciłam jej wypowiedź, ponieważ zmierza ona donikąd.
- Jak wolisz. - Westchnęła zrezygnowana.
- Wiem.
Przyjaciółka wyciągnęła paczkę fajek i poczęstowała mnie, a następnie sama wyjęła jednego.
- Nowe?
- Mhm. Josh je sprzedaje.
- Josh? Myślałam, że już się z nim nie zadajemy. - Zdziwiłam się. Josh to bliski kumpel Zacka - byłego chłopaka, o którym wspominałam nieco wyżej.
- Bo tak było. - Powiedziała od razu, aczkolwiek po chwili dodała. - Aż do ostatnio.
- Spotkałaś go?
- Coś w tym stylu. - Widać było, że nie chce drążyć tego tematu, dlatego wolałam nie naciskać. Kiedyś i tak mi powie.
- A co z Zackiem? Widziałaś się z nim?
- Nie, ale Josh mówił coś, że wyjechał z Włoch.
- Czemu? - Amber tylko wzruszyła ramionami, po czym wzięła bucha. Zrobiłam to samo patrząc na krajobraz przede mną. Piękna rzeka rozciągająca się wiele kilometrów stąd, wszędzie dookoła jest łąka, jedynie w tym miejscu gdzie my się znajdujemy jest postawiona mała ławeczka. Dlatego to jest właśnie nasze ulubione siedzisko. Zadziwiające, że Włochy są tak duże, ale Josha dziwnym trafem powiało znów do Derf. Nie sądzę, żeby miało to za sobą miłe konsekwencje.
_____________________________________
Hejo. Tak, wiem mało się dzieje, ale zwróćcie uwagę, że to jednak dopiero początek. Dajcie troszkę czasu, aby się rozkręciło :)
czwartek, 21 lipca 2016
niedziela, 17 lipca 2016
Rozdział 1
Nazywam się Joe. Jedni mówią, że jestem narwaną buntowniczką, jednakże ja bym tak tego nie nazwała. Zwyczajnie przywykłam stawiać na swoim i nigdy, ale to przenigdy nie poddawać się. Moje dotychczasowe życie nie było wcale takie złe. Może je wam nieco wspomnę.
Być może i jestem zwariowana, ale raczej nie sprawiam problemów rodzicom, z którymi wciąż mieszkam. Ah tak... wiedziałam, że coś pominęłam. Jestem siedemnastoletnią dziewczyną, zamieszkałą małe miasteczko o nazwie Derf, położone we Włoszech. Z czego wynika, że jestem włoszką, aczkolwiek moi rodzice są amerykaninami. Hm.. raczej powinnam powiedzieć "nowi rodzice". Mianowicie zostałam adoptowana w wieku 2 lat, dlatego nie mam pojęcia nawet jak wyglądali ci prawdziwi, a co dopiero jacy byli. Czasem zastanawia mnie tylko dlaczego to zrobili... jaki był powód porzucenia mnie. No cóż i tak nigdy się już tego nie dowiem zapewne.
Moim szczególnym znakiem rozpoznawczym jest malutkie znamię, wyglądające jak tatuaż. Jego miejscem jest lewa łopatka, dlatego nie wiele ludzi wie o jego istnieniu. Właściwie, to nie mam pewności czy ktokolwiek o nim wie. Stał się on dla mnie czymś osobistym, czymś czym nie chce dzielić się z byle kim.
Ogólnie prowadzę normalne życie, jak przeciętna nastolatka w tym wieku. Uczęszczam do szkoły, uczę się, wychodzę ze znajomymi, imprezuję.. a no i mam chłopaka. Nasz związek jest dość specyficzny. Nie spędzamy ze sobą całych dni ani nie wychodzimy na mega słodkie randki, jak to zwykle bywa. Jesteśmy raczej, aby się wspierać.. no przynajmniej wtedy kiedy mamy na to czas. Drake gra w drużynie piłkarskie, przez co często nie ma czasu dla mnie, a jeśli nawet znajdzie tą wolną chwilę to jest zbyt zmęczony, aby ze mną nawet porozmawiać. Mimo tego wszystkiego nie chce z nim zrywać. I nie, to nie ma nic wspólnego z miłością. Więc pewnie, spytacie czemu nadal z nim jestem? Szczerze, to sama nie znam odpowiedzi na to pytanie. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może popularności. Muszę przyznać, że poprzez bycie z Drakiem zaczęłam być znana i to dość w dużej mierzę, choć nie zawsze pozytywnie. Oczywiście mi nie zależy na tym wszystkim, ale jednak miło być zauważalnym. Drake nie jest kapitanem drużyny, lecz ciągle do tego mierzy. Co ja o tym myślę? Uważam, że uda mu się, bo jednak jest w tym dobry. Moim hobby natomiast są przygody. Mało kreatywnie? No cóż, poznajcie mnie lepiej, to zmienicie zdanie zapewne.
- Hej! Tu nie wolno wchodzić! - Usłyszałyśmy głos ochroniarza, gdy uradowane opuszczałyśmy zaplecze sceny, gdzie znajdowała się przebieralnia Eminema. Streszczając włamałyśmy się tu, aby otrzymać autograf i inne ciekawe atrakcje od celebryty. Zabawne, nie? Wszystko pięknie, fajnie gdyby nie fakt, że zostałyśmy przyłapane opuszczając już to miejsce. A tak mało brakowało... Spojrzałyśmy na siebie i bez zbędnych słów przeszłyśmy do plany B. Amber pobiegła na prawo, natomiast moja była lewa strona. Miało to na celu zmylenie, a szczególniej zgubienie ochroniarza. Mężczyzna ruszył w pościg za przyjaciółką, dlatego mogłam nieco zwolnić i pozbierać myśli. Wokół zaczęło się ściemniać. Bez przerwy kierowałam się do umówionego miejsca, czyli małego placu połączonego z każdej strony inną drogą. To nasze ulubione miejsce, również dlatego, że nikt tu nie przebywa. Plac otoczony jest ogromnym murem, dzięki czemu mamy pewność, że nikt o nim nie wie. Biegłam wciąż przed siebie, dopiero gdy byłam blisko celu zwolniłam. Rozejrzałam się dokładnie, lecz nigdzie nie dostrzegłam Amber. Przecież to nie możliwe, żeby ją złapali. Jesteśmy w tym zbyt dobre. Jeszcze raz uważnie zbadałam okolice wzrokiem, już lekko zdenerwowana.
Nagle poczułam czyjeś dłonie zasłaniające moje oczy. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieję. W momencie gdy chciałam zaatakować napastnika usłyszałam znajomy śmiech. Gwałtownie się odwróciłam z ulgą wymalowaną na twarzy. Amber zaczęła się śmiać jeszcze bardziej.
- Boże. Szkoda, że nie wiedziałaś swojej miny. - Powiedziała przez napady śmiechu. Spojrzałam na nią przelotnie.
- Co tak długo? - Spytałam przypominając sobie, że już chwilę czekam.
- Nie mogłam go zgubić. Dobry jest skurwiel. - Wytłumaczyła nawiązując do ucieczki. Uśmiechnęłam się na myśl o uciekającej przyjaciółce. Dziewczyna jest jedną z najlepszych z lekkoatletyki, dlatego nie mam zwykle wątpliwości co do jej zdolności.
- Mniejsza o to. Ważne, że udało nam się. - Odparłam zadowolona.
- A wątpiłaś w to?
- Nie. - Stwierdziłam pewnie.
- Jesteśmy najlepsze. - Powiedziała dumna Amber przybijając mi "piątkę".
- Wracajmy już.
Być może i jestem zwariowana, ale raczej nie sprawiam problemów rodzicom, z którymi wciąż mieszkam. Ah tak... wiedziałam, że coś pominęłam. Jestem siedemnastoletnią dziewczyną, zamieszkałą małe miasteczko o nazwie Derf, położone we Włoszech. Z czego wynika, że jestem włoszką, aczkolwiek moi rodzice są amerykaninami. Hm.. raczej powinnam powiedzieć "nowi rodzice". Mianowicie zostałam adoptowana w wieku 2 lat, dlatego nie mam pojęcia nawet jak wyglądali ci prawdziwi, a co dopiero jacy byli. Czasem zastanawia mnie tylko dlaczego to zrobili... jaki był powód porzucenia mnie. No cóż i tak nigdy się już tego nie dowiem zapewne.
Moim szczególnym znakiem rozpoznawczym jest malutkie znamię, wyglądające jak tatuaż. Jego miejscem jest lewa łopatka, dlatego nie wiele ludzi wie o jego istnieniu. Właściwie, to nie mam pewności czy ktokolwiek o nim wie. Stał się on dla mnie czymś osobistym, czymś czym nie chce dzielić się z byle kim.
Ogólnie prowadzę normalne życie, jak przeciętna nastolatka w tym wieku. Uczęszczam do szkoły, uczę się, wychodzę ze znajomymi, imprezuję.. a no i mam chłopaka. Nasz związek jest dość specyficzny. Nie spędzamy ze sobą całych dni ani nie wychodzimy na mega słodkie randki, jak to zwykle bywa. Jesteśmy raczej, aby się wspierać.. no przynajmniej wtedy kiedy mamy na to czas. Drake gra w drużynie piłkarskie, przez co często nie ma czasu dla mnie, a jeśli nawet znajdzie tą wolną chwilę to jest zbyt zmęczony, aby ze mną nawet porozmawiać. Mimo tego wszystkiego nie chce z nim zrywać. I nie, to nie ma nic wspólnego z miłością. Więc pewnie, spytacie czemu nadal z nim jestem? Szczerze, to sama nie znam odpowiedzi na to pytanie. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może popularności. Muszę przyznać, że poprzez bycie z Drakiem zaczęłam być znana i to dość w dużej mierzę, choć nie zawsze pozytywnie. Oczywiście mi nie zależy na tym wszystkim, ale jednak miło być zauważalnym. Drake nie jest kapitanem drużyny, lecz ciągle do tego mierzy. Co ja o tym myślę? Uważam, że uda mu się, bo jednak jest w tym dobry. Moim hobby natomiast są przygody. Mało kreatywnie? No cóż, poznajcie mnie lepiej, to zmienicie zdanie zapewne.
- Hej! Tu nie wolno wchodzić! - Usłyszałyśmy głos ochroniarza, gdy uradowane opuszczałyśmy zaplecze sceny, gdzie znajdowała się przebieralnia Eminema. Streszczając włamałyśmy się tu, aby otrzymać autograf i inne ciekawe atrakcje od celebryty. Zabawne, nie? Wszystko pięknie, fajnie gdyby nie fakt, że zostałyśmy przyłapane opuszczając już to miejsce. A tak mało brakowało... Spojrzałyśmy na siebie i bez zbędnych słów przeszłyśmy do plany B. Amber pobiegła na prawo, natomiast moja była lewa strona. Miało to na celu zmylenie, a szczególniej zgubienie ochroniarza. Mężczyzna ruszył w pościg za przyjaciółką, dlatego mogłam nieco zwolnić i pozbierać myśli. Wokół zaczęło się ściemniać. Bez przerwy kierowałam się do umówionego miejsca, czyli małego placu połączonego z każdej strony inną drogą. To nasze ulubione miejsce, również dlatego, że nikt tu nie przebywa. Plac otoczony jest ogromnym murem, dzięki czemu mamy pewność, że nikt o nim nie wie. Biegłam wciąż przed siebie, dopiero gdy byłam blisko celu zwolniłam. Rozejrzałam się dokładnie, lecz nigdzie nie dostrzegłam Amber. Przecież to nie możliwe, żeby ją złapali. Jesteśmy w tym zbyt dobre. Jeszcze raz uważnie zbadałam okolice wzrokiem, już lekko zdenerwowana.Nagle poczułam czyjeś dłonie zasłaniające moje oczy. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieję. W momencie gdy chciałam zaatakować napastnika usłyszałam znajomy śmiech. Gwałtownie się odwróciłam z ulgą wymalowaną na twarzy. Amber zaczęła się śmiać jeszcze bardziej.
- Boże. Szkoda, że nie wiedziałaś swojej miny. - Powiedziała przez napady śmiechu. Spojrzałam na nią przelotnie.
- Co tak długo? - Spytałam przypominając sobie, że już chwilę czekam.
- Nie mogłam go zgubić. Dobry jest skurwiel. - Wytłumaczyła nawiązując do ucieczki. Uśmiechnęłam się na myśl o uciekającej przyjaciółce. Dziewczyna jest jedną z najlepszych z lekkoatletyki, dlatego nie mam zwykle wątpliwości co do jej zdolności.
- Mniejsza o to. Ważne, że udało nam się. - Odparłam zadowolona.
- A wątpiłaś w to?
- Nie. - Stwierdziłam pewnie.
- Jesteśmy najlepsze. - Powiedziała dumna Amber przybijając mi "piątkę".
- Wracajmy już.
Prolog
Wyobraź sobie, że w jednej chwili ktoś próbuje wmówić ci, że jesteś inna.
Że masz nadludzkie zdolności, że nie pasujesz do tego świata.
Pewnie pomyślałabyś, że to absurd, nieprawdaż?
A co gdybyś dostała niepodważalne dowody na to?
Też byś nie uwierzyła, prawda?
Aczkolwiek po czasie sama zorientowałabyś się, że coś jest nie tak.
Coś jest innego w tobie, czego wcześniej nie zauważyłaś.
Zaczynasz zwracać uwagę na detale.
Myślisz, że to obłęd.
Lecz dopiero po czasie dostrzegasz, że to prawda.
A ty.
Jesteś wybraną.
#klaudia0614
Subskrybuj:
Posty (Atom)
