czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 2

                  Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające prosto na moje łóżko, które w tym momencie jest moim aktualnym miejscem pobytu. Dziś jest środa, co oznacza, że muszę znów zmierzyć się z tym okropnym budynkiem, jakim jest szkoła. Usłyszałam głos mamy, która woła mnie na śniadanie, aż dziwne. Zwykle to samo muszę sobie robić jedzenie i przez to często omijam tę czynność z powodu braku czasu lub chęci. Nagle mój telefon zaczął dzwonić, spojrzałam na wyświetlacz. Drake.
- Halo? - Przywitałam się zaspanym głosem.
- Joe, ty jeszcze śpisz? - Zdziwił się dość bardzo mój chłopak. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie na przeciwko mojego łóżka. 6:45. I dziwne, że wciąż śpię?
- Taa. - Wymruczałam do komórki, nadal nie podnosząc się z posłania.
- Najwyższa pora. O 7:30 będę po ciebie.
- Mało czasu... - Wyszeptałam jakby sama do siebie.
- Słucham? - Drake widocznie nie dosłyszał tego.
- Nic, nic. Dobra to czekam na ciebie.
- Ok. Zbieraj się skarbie.
Nic nie odpowiedziałam. Jedynie rozłączyłam się i wreszcie mogłam spokojnie wstać z łóżka. Mam dość nie wiele czasu, dlatego nie będę bawić się w pokaz mody i wybiorę to co mi wpadnie w rękę. Kiedy wyszłam z łazienki była już godzina 7:20. Właściwie to w biegu zjadłam przygotowane przez mamę śniadanie, napiłam się kawy, której i tak nie wypiłam do końca,  a jedynie kilka łyków. Punkt 7:30 usłyszałam klakson samochodu. Wychyliłam się przez okno dając znak Drake'owi, że już idę, po czym chwyciłam mój plecak, ubierając buty i wyszłam. Nie żegnałam się z mamą, ponieważ jej i tak już nie było. Przeważnie wychodzi wcześniej niż ja. A tata? Aktualnie jest w delegacji, właściwie to dzisiaj wraca wieczorem chyba.
- Witaj królewno. - Przywitał się Drake buziakiem, co odwzajemniłam.
- Hej. - Odpowiedziałam krótko i zajęłam miejsce obok niego, jako pasażer.
- Wyspana? -  Zagadał stając na czerwonym świetle. Serio, bo uwierzę, że go to interesuję.
- Nie narzekam.

Po ok 15 minutach drogi byliśmy już na miejscu. Chłopak zaparkował na szkolnym parkingu, po czym spojrzał na mnie.
- Dostanę buzi na podziękowanie? - Zaczęło podstępnie z figlarnym uśmiechem.
- Jasne. - Pocałowałam go w policzek, choć dobrze wiedziałam, że ewidentnie ma na myśli usta. - Spotkamy się dzisiaj? - Zapytałam z nadzieją, że w końcu znajdzie dla mnie czas. Drake podrapał się po głowie, a następnie odpowiedział.
- Chętnie mała, ale jednak nie tym razem.
- Co jest znów ważniejsze od twojej dziewczyno, co? - Lekko poirytowałam się.Ja rozumiem gdyby to się zdarzało raz na jakiś czas, ale kurde no codziennie?
- Mam mecz wieczorem. - Odparł najnormalniej w świecie.
- Ahh tak, jak zwykle. - Westchnęłam tylko, po czym chciałam już wychodzić, lecz chłopak zatrzymał mnie.
- O co ci chodzi?
- Mi? Ależ o nic mi nie chodzi. - Nie miałam ochoty dłużej przebywać w tym samym pomieszczeniu co on, a już tym bardziej oddychać tym samym powietrzem. Tak, wiem to mój chłopak.. ale co z tego? Zachowuje się jak frajer.
- Joe do cholery. - Podniósł głos, choć dobrze wie, że tego wręcz nienawidzę.
- No?
- Uspokoisz się, czy nie?
- Nie. Coś jeszcze?
- Tak.
- Więc słucham, byle by szybko.
- A co tak bardzo ci się już spieszy ode mnie?
- Żebyś wiedział. - Fuknęłam w jego stronę.
- Możesz przestać?
- Co mam niby przestać?
- To co robisz.
- A co ja takiego robię?
- Joe!
- Jeszcze nie jestem głucha, ale jak dłużej będę przebywała z tobą to zapewne mnie to czeka.
- Zachowujesz się jak wredna suka.
- A co jeśli nią jestem?
- Wiem, że jesteś. - Nie ukrywam, że poczułam się z tym źle, ale oczywiście jemu na pewno tego nie pokaże.
- I wiesz co? Dobrze mi z tym. - Powiedziawszy te słowa opuściłam samochód Drake'a. Przypomnijcie mi proszę dlaczego ja wciąż z nim jestem? Szybkim krokiem udałam się do wnętrza szkoły. Już obok drzwi dostrzegłam Amber oraz jej kuzynkę Kelly. Nie przepadam za rodziną przyjaciółki, dlatego zwykle omijam je w takiej sytuacji. Dlaczego tak robię? Kelly to słodka szesnastolatka, która nie widzi nic innego prócz swoich "sweet" ubranek i tony tapety na swojej twarzy. Niczym lalka barbie. Gdy wchodziłam po sporych schodach wprost do wejścia do budynku, usłyszałam głos Amber.
- Hej, Joe!  - Niechętnie odwróciłam się w jej stronę, aby zauważyć jak woła mnie do siebie. Podeszłam do niej z grymasem na twarzy. Usłyszałam jak Amber wygania kuzynkę z jej towarzystwa, chociaż tyle dobrze.
- No? - Odparłam stając obok niej.
- Zły humor? - Zagadała zwyczajnie patrzą na mnie.
- Taa.
- Ej mała, co jest?
- Drake jest. - Westchnęłam naburmuszona.
- Ouu stwierdził wreszcie, że jesteś zwykłą jedzą i cię porzucił? - Dogryzła Kelly. Spojrzałam na nią z politowaniem.
- Spierdalaj puki możesz gówniaro.
- Kelly, idź sobie. - Namawiała Amber, przynajmniej ona rozumie, że nie przepadamy za sobą.
- Jasne, jasne. Już idę. - Zaśmiała się, ale na szczęście poszła sobie.
- Sorry za nią, ona po prostu...
- Taka się urodziła? Tak, wiem o tym. Nie twoja wina. - Nie wiem czemu jestem dzisiaj tak chamska i wredna dla każdego... a nie. Jednak wiem. Amber nic się nie odezwała na temat swojej kuzynki, jedynie odwróciła wzrok.
- Kłótnia z Drakiem?
- Bingo. - Zrobiłam głupią minę. Niech ten dzień się już skończy.
- Ej, Joe. Spokojnie, nie pierwsza, nie ostatnia.
- Zajebiste pocieszenie.
- Tak, wiem. Jestem w tym najlepsza. - Zaśmiała się przyjaciółka, a mnie zebrało się na uśmiech.

Kilka godzin później...

Właśnie skończyliśmy lekcje, co oznacza, że wreszcie możemy wyjść z tego okropnego miejsca. Jest godzina 16, lecz ze względu na porę roku niedługo zapewne się ściemni. Ah tak w tym momencie jest listopad, a raczej jego końcówka. Niebawem święta, co oznacza wolne od szkoły. Czekam na to jak na zbawienie.
- Idziemy zapalić? - Zapytała Amber wychodząc z budynku tuż obok mnie. Mamy taki zwyczaj, że po szkole wybieramy się nad pobliską rzekę, gdzie zwyczajnie palimy. Oczywiście mam na myśli papierosy. Jak tak teraz sobie myślę, to jednak nie jestem zbyt normalna.. chociaż? Która siedemnastolatka nie paliła nigdy w tym wieku? Zapewne nieliczne wyjątki. Każdy ma chęć spróbować, lecz nie zawsze kończy się to na jednym papierosie. Mnie w sumie wciągnął w to mój poprzedni chłopak, narkoman i palacz. Nienawidzę go za zmarnowany czas, która na niego poświęcałam i te złudne nadzieje, że kiedyś będzie lepiej, kiedyś się zmieni.. absurd. Tacy ludzie nigdy się nie zmieniają.
- Jasne. - Odpowiedziałam dziewczynie, po czym skręciłyśmy w stronę wspomnianego miejsca. Szło się kawałek, gdyż specjalnie wybrałyśmy to otoczenie, z dala od szkoły.
- Powiesz mi o co poszło z Drakiem? - Zagadała Amber gdy zbliżałyśmy się do naszej ulubionej ławki.
- Nie ma o czym mówić.
- Mają dzisiaj mecz. - Poinformowała nagle.
- Wiem. - Odparłam bez emocji.
- Masz zamiar się pojawić?
- Niekoniecznie.
- Joe.. to twój chłopak. Myślę, że jednak wypadałoby...
- Nie, Amber. - Skróciłam jej wypowiedź, ponieważ zmierza ona donikąd.
- Jak wolisz. - Westchnęła zrezygnowana.
- Wiem.
Przyjaciółka wyciągnęła paczkę fajek i poczęstowała mnie, a następnie sama wyjęła jednego.
- Nowe?
- Mhm. Josh je sprzedaje.
- Josh? Myślałam, że już się z nim nie zadajemy. - Zdziwiłam się. Josh to bliski kumpel Zacka - byłego chłopaka, o którym wspominałam nieco wyżej.
- Bo tak było. - Powiedziała od razu, aczkolwiek po chwili dodała. - Aż do ostatnio.
 - Spotkałaś go?
- Coś w tym stylu. - Widać było, że nie chce drążyć tego tematu, dlatego wolałam nie naciskać. Kiedyś i tak mi powie.
- A co z Zackiem? Widziałaś się z nim?
- Nie, ale Josh mówił coś, że wyjechał z Włoch.
- Czemu? - Amber tylko wzruszyła ramionami, po czym wzięła bucha. Zrobiłam to samo patrząc na krajobraz przede mną. Piękna rzeka rozciągająca się wiele kilometrów stąd, wszędzie dookoła jest łąka, jedynie w tym miejscu gdzie my się znajdujemy jest postawiona mała ławeczka. Dlatego to jest właśnie nasze ulubione siedzisko. Zadziwiające, że Włochy są tak duże, ale Josha dziwnym trafem powiało znów do Derf. Nie sądzę, żeby miało to za sobą miłe konsekwencje.
_____________________________________
Hejo. Tak, wiem mało się dzieje, ale zwróćcie uwagę, że to jednak dopiero początek. Dajcie troszkę czasu, aby się rozkręciło :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz