niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 1

           Nazywam się Joe. Jedni mówią, że jestem narwaną buntowniczką, jednakże ja bym tak tego nie nazwała. Zwyczajnie przywykłam stawiać na swoim i nigdy, ale to przenigdy nie poddawać się. Moje dotychczasowe życie nie było wcale takie złe. Może je wam nieco wspomnę.
Być może i jestem zwariowana, ale raczej nie sprawiam problemów rodzicom, z którymi wciąż mieszkam. Ah tak... wiedziałam, że coś pominęłam. Jestem siedemnastoletnią dziewczyną, zamieszkałą małe miasteczko o nazwie Derf, położone we Włoszech. Z czego wynika, że jestem włoszką, aczkolwiek moi rodzice są amerykaninami. Hm.. raczej powinnam powiedzieć "nowi rodzice". Mianowicie zostałam adoptowana w wieku 2 lat, dlatego nie mam pojęcia nawet jak wyglądali ci prawdziwi, a co dopiero jacy byli. Czasem zastanawia mnie tylko dlaczego to zrobili... jaki był powód porzucenia mnie.  No cóż i tak nigdy się już tego nie dowiem zapewne.
Moim szczególnym znakiem rozpoznawczym jest malutkie znamię, wyglądające jak tatuaż. Jego miejscem jest lewa łopatka, dlatego nie wiele ludzi wie o jego istnieniu. Właściwie, to nie mam pewności czy ktokolwiek o nim wie. Stał się on dla mnie czymś osobistym, czymś czym nie chce dzielić się z byle kim.

Ogólnie prowadzę normalne życie, jak przeciętna nastolatka w tym wieku. Uczęszczam do szkoły, uczę się,  wychodzę ze znajomymi, imprezuję.. a no i mam chłopaka.  Nasz związek jest dość specyficzny. Nie spędzamy ze sobą całych dni ani nie wychodzimy na mega słodkie randki, jak to zwykle bywa.  Jesteśmy raczej, aby się wspierać.. no przynajmniej wtedy kiedy mamy na to czas.  Drake gra w drużynie piłkarskie, przez co często nie ma czasu dla mnie, a jeśli nawet znajdzie tą wolną chwilę to jest zbyt zmęczony, aby ze mną nawet porozmawiać.  Mimo tego wszystkiego nie chce z nim zrywać. I nie, to nie ma nic wspólnego z miłością. Więc pewnie, spytacie czemu nadal z nim jestem? Szczerze, to sama nie znam odpowiedzi na to pytanie. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może popularności. Muszę przyznać, że poprzez bycie z Drakiem zaczęłam być znana i to dość w dużej mierzę, choć nie zawsze pozytywnie. Oczywiście mi nie zależy na tym wszystkim, ale jednak miło być zauważalnym. Drake nie jest kapitanem drużyny, lecz ciągle do tego mierzy. Co ja o tym myślę? Uważam, że uda mu się, bo jednak jest w tym dobry.  Moim hobby natomiast są przygody. Mało kreatywnie? No cóż, poznajcie mnie lepiej, to zmienicie zdanie zapewne.

- Hej! Tu nie wolno wchodzić! - Usłyszałyśmy głos ochroniarza, gdy uradowane opuszczałyśmy zaplecze sceny, gdzie znajdowała się przebieralnia Eminema. Streszczając włamałyśmy się tu, aby otrzymać autograf i inne ciekawe atrakcje od celebryty. Zabawne, nie? Wszystko pięknie, fajnie gdyby nie fakt, że zostałyśmy przyłapane opuszczając już to miejsce. A tak mało brakowało... Spojrzałyśmy na siebie i bez zbędnych słów przeszłyśmy do plany B. Amber pobiegła na prawo, natomiast moja była lewa strona. Miało to na celu zmylenie, a szczególniej zgubienie ochroniarza. Mężczyzna ruszył w pościg za przyjaciółką, dlatego mogłam nieco zwolnić i pozbierać myśli. Wokół zaczęło się ściemniać. Bez przerwy kierowałam się do  umówionego miejsca, czyli małego placu połączonego z każdej strony inną drogą. To nasze ulubione miejsce, również dlatego, że nikt tu nie przebywa. Plac otoczony jest ogromnym murem, dzięki czemu mamy pewność, że nikt o nim nie wie. Biegłam wciąż przed siebie, dopiero gdy byłam blisko celu zwolniłam. Rozejrzałam się dokładnie, lecz nigdzie nie dostrzegłam Amber. Przecież to nie możliwe, żeby ją złapali. Jesteśmy w tym zbyt dobre. Jeszcze raz uważnie zbadałam okolice wzrokiem, już lekko zdenerwowana.
Nagle poczułam czyjeś dłonie zasłaniające moje oczy. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieję. W momencie gdy chciałam zaatakować napastnika usłyszałam znajomy śmiech. Gwałtownie się odwróciłam z ulgą wymalowaną na twarzy. Amber zaczęła się śmiać jeszcze bardziej.
- Boże. Szkoda, że nie wiedziałaś swojej miny. - Powiedziała przez napady śmiechu. Spojrzałam na nią przelotnie.
- Co tak długo? - Spytałam przypominając sobie, że już chwilę czekam.
- Nie mogłam go zgubić. Dobry jest skurwiel. - Wytłumaczyła nawiązując do ucieczki. Uśmiechnęłam się na myśl o uciekającej przyjaciółce. Dziewczyna jest jedną z najlepszych z lekkoatletyki, dlatego nie mam zwykle wątpliwości co do jej zdolności.
- Mniejsza o to. Ważne, że udało nam się. - Odparłam zadowolona.
- A wątpiłaś w to?
- Nie. - Stwierdziłam pewnie.
- Jesteśmy najlepsze. - Powiedziała dumna Amber przybijając mi "piątkę".
- Wracajmy już.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz