poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział 19

- Mam dość na dziś. - Powiedziałam nagle. Jestem głodna, zmarznięta, zmęczona i do tego poirytowana.
- Nie ma mowy. Koniec przerwy. Wstawaj.
- Powiedziałam, że mam dość. Czego w tym nie rozumiesz?
- Tego, że to ja ciebie tu uczę, a nie ty mnie. Dlatego wstawaj i lataj mała. - Powiedział, a mnie krew w żyłach się zagotowała. Jak on śmie mną rządzić. Podniosłam się i znów ponowiłam czynność, którą ćwiczę od rana. Unosiłam się w górę coraz szybciej i dokładniej. Michael jak dotąd nie utrudniał mi tego, z czego byłam zadowolona. Może wreszcie da mi spokój i pozwoli mi nauczyć się tego dokładnie i po mojemu. Wzniosłam się na wysokość korony drzew, nieco niżej, ponieważ nie widziałam nic zza nich. Bałam się wzbić jeszcze wyżej. A co jeśli spadnę? Michael mówił, że w końcu będę musiała się tego nauczyć, ale nie wszystko od razu, prawda? Zauważyłam, że zaczyna się ściemniać. W zimie wszystko upływa szybciej, dlatego nim zeszłam na ziemie było już ciemno.
- Michael? - Zawołałam go, ponieważ nigdzie go nie widziałam w tych ciemnościach. Jedynie śnieg nadawał blask otoczeniu. Nie odpowiedział mi. Poczułam strach. Jestem sama w środku lasu, przecież w nocy wychodzą wilkołaki. Zawsze Nathan ostrzegał mnie przed tym. I co ja mam teraz zrobić? Nagle usłyszałam głośny dźwięk silnika i moim oczom ukazały się dwa światła samochodowe. Podeszłam wolnym krokiem w ich kierunku.
- Wsiadasz, czy mam jechać bez ciebie? - Odezwał się Michael. Co za palant. Szybko zajęłam miejsce pasażera. - Co tak długo?
- Nie mogłam cię znaleźć. - Powiedziałam z lekka wciąż przestraszona.
- Bałaś się?
- Nie. - Chłopak cicho się zaśmiał, widać że mi nie uwierzył, ale nie drążył już tego tematu. Byłam bardzo zmęczona jak już wspominałam. Moje powieki same opadały, lecz wciąż walczyłam ze snem. Przecież nie mogę zasnąć w samochodzie obcego mi faceta, który mnie nienawidzi tak bardzo jak ja jego. To absurd.

~♥~

Gwałtownie otworzyłam swoje oczy i zorientowałam się, że znajduje się u siebie w mieszkaniu. To znaczy Nathana mieszkaniu. Leżę na kanapie w salonie i nie mam na sobie wierzchnich ubrań. Jak ja się tutaj znalazłam? Spojrzałam na zegarek, jest godzina 3:49. Zapewne zasnęłam w samochodzie Michaela i mnie tu przeniósł. Zapytam go o to przy najbliższej okazji, a jak na razie jestem nadal senna. Ponownie zamknęłam oczy i pogrążyłam się w błogim śnie.

~♥~

- Pobudka. - Dobiegł mnie dość znany głos. Otworzyłam oczy i zauważyłam obok mnie leżącego Michaela.
- Co ty tu robisz? - Spytałam spanikowana. Co za palant, leży obok mnie w łóżku. - Wynoś się z tego łóżka.
- Mała spokojnie. - Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem. Chłopak położył dłoń na moim nagim ramieniu, przez co przeszły mnie dreszcze. Odsunęłam się automatycznie. Wstałam i zakryłam się bluzą leżącą obok. Nie mam zamiaru, aby ktoś patrzył na moje ciało. A już szczególnie on.
- Musisz zaczekać. - Powiedziałam nagle.
- Bo?
- Muszę się umyć. - Chłopak zrobił zaciekawioną minę.
- Jasne, idź. - Powiedział uwodzicielsko, na co zrobiło mi się niedobrze. Poszłam w stronę łazienki, pamiętając o prawidłowym zamknięciu drzwi na klucz. Włączyłam ciepłą wodę i zaczęłam się rozbierać. Wzięłam szybki prysznic, aby tylko nie ryzykować obecnością chłopaka w łazience. Gdy wyszłam już z kabiny zorientowałam się, że nie wzięłam sobie ubrań na przebranie. Przeklnęłam pod nosem. Założyłam na siebie długi ręcznik, no przynajmniej najdłuższy jaki znalazłam, który sięgał mi ledwo do połowy ud i wyszłam cichutko do pokoju Nathana, gdzie znajdują się moje ubrania. Kucnęłam przed dolną szafką i zaczęłam wybierać bieliznę, następnie resztę ciuchów. Już myślałam, że Michael nie dostrzegł mojej obecności tutaj, lecz oczywiście musiałam się mylić.
- Mmm co ja widzę.
- Odczep się. - Chłopak niebezpiecznie zbliżył się do mnie, na co przeszły mnie dreszcze.
- Spokojnie. - Powiedział i położył swoje dłonie na mojej talii.
- Zostaw mnie. - Poprosiłam patrząc mu prosto w oczy. Zrobił ruch ręką, przez który ręcznik jeszcze bardziej podwinął się do góry. Chciałam poprawić ten fragment, lecz nie dał mi możliwości. Materiał był na wysokości mojej kobiecości, jeszcze jeden ruch dłoni i ją odkryje.
- Masz ładne ciało.
- Puść mnie, proszę. - Nie wiedziałam co mam już robić. Czułam strach, panikę. W tym momencie on ma nade mną władzę. Chłopak patrzył na mnie zastanawiając się, po czym wreszcie odsunął się ode mnie. Każdy chyba wie, że gdyby na prawdę chciał coś mi zrobić, już dawno by to zrobił. Jest ode mnie silniejszy.
- Ubieraj się, nie ma czasu. - Powiedział i wyszedł z pokoju, ówcześnie zamykając za sobą drzwi.

~♥~

Mam już dość. Nie wiem co ugryzło tego faceta, ale jest dla mnie wręcz okropny i to dużo bardziej niż zazwyczaj.
- W ogóle ci to dzisiaj nie wychodzi. - Skomentował, choć wcale nie było tak źle jak uważa. Wznoszę się do góry, nawet delikatnie się poruszam latając. Moim zdaniem jest nawet lepiej niż poprzednio, ale oczywiście jemu jak zwykle nic nie pasuje.
- O co ci znowu chodzi? Przecież dobrze to robię. - Broniłam się, nie pozwolę na to, aby jakiś tam mag mnie obrażał.
- Dobrze? Dziewczyno robisz to beznadziejnie! - Wykrzyczał w moją stronę.
- Nie drzyj się na mnie, pojebie.
- Co ty powiedziałaś? - Podszedł do mnie w szybkim tempie i stanął dość zbyt blisko mnie.
- To co słyszałeś. - Standardowy tekst, nieprawdaż?
- Powtórz. - Zażądał nagle.
- A co ogłuchłeś?
- Powtórz kurwa!
- Polecam aparat słuchowy. - Powiedziałam z grymasem na twarzy. Widać było, że Michael nie wytrzymuje z nerwów i złości. - A no i jakieś prochy na nerwy.
Chłopak nic się już nie odezwał jedynie spojrzał na mnie, wyciągnął dłonie przed siebie. Z jego rąk wytworzyły się "kule" pochłonięte mocą. Jedna z nich poleciała w moją stronę.
- Co ty odpierdalasz? - Krzyknęłam zdenerwowana. Schyliłam się, dzięki czemu nie oberwałam. Kilka innych także zdołało mi się uniknąć. Strach, który czułam na początku całkowicie zniknął, zastąpił go gniew. Oj uwierzcie mi, że był to potężny gniew. Stanęłam do niego bokiem, aby kontem oka kontrolować jego zamiary. Starałam się zrobić to samo, co on. Wyciągnęłam dłonie przed siebie i się mocno skupiłam. Nie poddałam się, gdy zauważyłam, że mi nie wychodzi. Byłam zdeterminowana. Dostrzegłam kolejną kulę Michaela lecącą wprost na mnie. W tym właśnie momencie udało mi się wytworzyć własną, automatycznie poleciała w stronę chłopaka. Na moje nieszczęście zdążył uniknąć strzału. Oddałam jeszcze kilka "ciosów", byłam tak mocno zaciekawiona nowo odkrytą mocą, że nie dostrzegłam kuli magi lecącej w moją stronę. Dostałam prosto w brzuch. Siła uderzenia była tak mocno, że poleciałam kilka metrów dalej uderzając całym ciałem w ziemie. Automatycznie zasłoniłam twarz rękoma, na wypadek gdyby miał pomysł jeszcze mnie dobić. Aczkolwiek nie poczuła kolejnego uderzenia. Nie mam siły nawet by się podnieść, boli mnie miejsce w które dostałam, czyli brzuch. Reszta ciała nie jest źle, boli, ale da się wytrzymać. Zauważyłam, że Michael podchodzi do mnie.
- Żyjesz?
- Co cię to obchodzi? - Oczywiście, nawet w takiej sytuacji nie dałam za wygraną. - Najpierw chcesz  mnie zabić, a potem pytasz czy żyje?
- Ej wyluzuj. Nie chciałem cie skrzywdzić.
- Jasne. To coś ci nie pykło. - Odparłam próbując się podnieść. Usiadłam i chwyciłam się za brzuch, gdyż ból był okropny.
- To był test. - Odpowiedział najzwyczajniej w świecie. - Byłem ciekaw, jak reaguje twoja moc.
- Co? - Nic z tego już nie rozumiem.
- Chodź. Zimno się robi. - Pomógł mi wstać i zaprowadził do samochodu, po czym otworzył mi drzwi. Zajęłam miejsce w środku, następnie dołączył do mnie kierowca.
- Twoja moc ma największą siłę, gdy jesteś zdenerwowana. Gdy zagraża ci coś, to właśnie wtedy najlepiej ci wszystko wychodzi. - Wytłumaczył.
- Okej. - Odparłam krótko. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Jechaliśmy w ciszy.. no prawie bo co jakiś czas Michael musiał się odezwać, aby zacząć rozmowę, lecz ja nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- Jesteś głodna? - Nie odpowiedziałam. Kiedy zawiezie mnie do domu Nathana, już nie będę głodna, więc co to za różnica? - Na pewno. - Sam sobie odpowiedział i skręcił w najbliższą boczną uliczkę. Rozejrzałam się, znajdował się tam bar fast food.
- Nigdzie nie idę. - Od razu zaprotestowałam.
- Chodź.
- Michael do cholery, ledwo siedzę przez ten jebany ból, a ty każesz mi iść sobie do knajpy żeby zjeść? Nie, dzięki.
- Dobra. Sam ci coś przyniosę. - I wyszedł. Siedziałam sama w jego samochodzie. W ciszy, bo oczywiście ten kretyn wziął kluczyki i nawet głupiego radia nie mogłam włączyć. Na zewnątrz powoli się już ściemniało.

~♥~

Po jakimś czasie Michael wrócił do samochodu z jedzeniem oraz napojami dla nas.
- Proszę. - Powiedział wręczając mi hamburgera, frytki oraz colę.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Zauważyłam, że mężczyzna zamówił sobie dokładnie to samo. Chłopak włączył radio, następnie sam wziął się za spożywanie posiłku. Wszystko było smaczne, pomimo tego, że pochodziło z typowego baru fast food.  Pozory czasem mylą...

~♥~

Gdy zjedliśmy, Michael wrócił do kierowania pojazdem.
- Najedzona? - Spytał zauważając mój pełny brzuch.
- Tak. Bardzo smaczne było. - Skomentowałam mówiąc prawdę.
- To dobrze, że ci smakowało. - Uśmiechnął się w moją stronę. W tym momencie był dla mnie miły, chyba pierwszy raz odkąd go znam. - W końcu opanujesz te moce i staniesz się silniejsza.
- Twierdzisz, że jestem słaba? - Odparłam udając oburzoną. Michael spojrzał na mnie ze smutną miną.
- Tak. - Powiedział na co zaczęliśmy się śmiać oboje. Nagle zauważyłam, że coś jest nie tak. Poczułam niepokój. Z ciemności jakie nas otaczały wyjechał samochód, który kierował się wprost na nas. Patrzyłam przerażona na zaistniałą sytuację. Czyżby to nasz koniec?

Zmiana

Cześć, chciałam was poinformować, że wcześniejsza nazwa ("Dziewczyna z tatuażem") została zmieniona na "Diament". Dla ścisłości jest to wciąż to samo opowiadanie. 

Nazwę zmieniłam, ponieważ nie do końca zorientowałam się i nie wiedziałam, że istnieje już film o takim samym tytule. Co więcej - jest on klasykiem. 


wtorek, 21 lutego 2017

Rozdział 15

     Mimo mroku na ulicach oraz chłodu jaki mnie otaczał nie byłam nawet senna. Miałam w sobie mnóstwo energii, która aż tętniła ze mnie.
- Zrobię gorącą czekoladę. Masz ochotę? - Zaproponował i wyczekiwał mojej odpowiedzi.
- Pewnie. Pomóc ci? - Nie chciałam, aby sam wszystko robił, w końcu to ja mu się narzucam w tym momencie, przynajmniej według mnie.
- Chodź, zrobisz kanapki.

~♥~

Po dłuższym czasie, gdyż zbliża się już godzina pierwsza w nocy, wyszłam na balkon. Pogoda była typowo zimowa, stałam tam zaledwie kilka minut i w tym czasie już prawie zamarzłam. Mróz był potężny. Nagle poczułam coś ciepłego na swoich ramionach. Odwróciłam się gwałtownie, aby praktycznie wpaść na osobę stojącą za mną, którą był Nathan.
- Zamarzniesz mi tu.
Nie wiem co on ma takiego w sobie, że nie mogę oderwać od niego wzroku. Czuje to od niedawna, coś z bardzo dużą siłą przyciąga mnie do niego. To sprawia, że jedyne czego pragnę, to bycie blisko niego. Nathan patrzył mi prosto w oczy, wpatrując się w moje źrenice, jakby coś z nich czytał, lecz to niemożliwe.. na szczęście. Nim  zwróciłam uwagę odległość między nami znacznie się zmniejszyła. Chłopak delikatnie i ledwie zauważalnie schylił twarz do mojej. Musnął jedynie moje usta swoimi, a mnie przeszły dreszcze. Jestem nadzwyczaj wrażliwa jego dotyk. Pogłębiłam pocałunek, przez co wyraziłam chęć i również w pewnym sensie dałam znać o swoich uczuciach. Czy skoro on pierwszy mnie pocałował, to znaczy, że on także czuje coś do mnie? W momencie gdy nasze wargi toczyły ze sobą spór o dominacje, poczułam spadające na nas płatki śniegu.Oderwaliśmy się od siebie i oboje spojrzeliśmy w niebo. Nasze twarze w tej chwili wyrażały radość. Śnieg to coś pięknego, co cieszy nie tylko dzieci. Uwielbiam ten biały puch pod stopami. Mam nadzieje, że utrzyma się on do świąt, już tak niedługo... Wkrótce zapewne wrócą rodzice, ja także będę musiała opuścić ten świat. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Wciąż nie jestem co do tego wystarczająco przekonana. Wątpię w moje rzekome moce i całą " Melisę" . Przecież ja się nie nadaje do tego.
- Nad czym tak myślisz? - Spytał, dostrzegawczy moje zamyślenie. Spojrzałam na niego, lecz tylko uśmiechnęłam się. Nie chce teraz o tym rozmawiać. Muszę to sama przemyśleć wszystko. Według mnie to zbyt poważne zadanie, żeby móc je powierzyć takiej osobie jak ja.
- Chodźmy do środka, zimno się robi coraz bardziej. - Nathan chwycił mnie za dłoń i zapowiedział do swojego pokoju. Zrobiłam się zmęczona, najchętniej poszłabym już spać.
- Widzę, że jesteś wykończona. Chodź. - Chłopak wskazał na swoje łóżko, rozebrałam się z wierzchnich ubrań, tym samym fundując Nathanowi pokaz. Mężczyzna uważnie przyglądał się moim ruchom, dokładnie analizując moje ciało. Gotowa usiadłam na brzegu dużego łóżka ,mój towarzysz był już w samych bokserkach przez co można było dostrzec jego dość spore przyrodzenie. Oczywiście ja nie patrzyłam, jedynie sam wzrok przypadkowo zabłądził w te rejony. Facet położył się obok mnie na łóżku, przez co przeszły mnie potężne dreszcze. Położył się za mną i objął moje ciało, jego dłonie znajdowały na moim brzuchu. Nigdy z nikim tak nie leżałam jeszcze, to bardzo przyjemne uczucie. Czuje się bezpieczna przy nim, daje mi coś co jest bardzo ważne, lecz nikt inny nie jest w stanie mi tego zapewnić. Ręce Nathana masowały moje ciało, w pewnym momencie dotarły do końca mojej bluzki, po czym wsunęły się pod nią. O dziwo nie przeszkadzało mi to, chłopak swobodnie muskał opuszkami paców moją nagą skórę, Zmierzał coraz wyżej, mój minus był taki, że nie posiadam na sobie stanika, gdyż spanie w nim jest niewygodne oraz niezdrowe.

piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 18

~Nathan~

Obudził mnie nieznośny dźwięk mojego dzwonka w telefonie. Spojrzałem na śpiącą obok mnie Joe. Była cudowna. Gdy śpi wydaje się być taka krucha i pełna ambicji. Co prawda, właśnie taka jest, aczkolwiek nie każdy dostrzega w niej także wysoki potencjał. Oderwałem od niej swój wzrok (co nie było wcale takie łatwe) i wziąłem do ręki komórkę. Spojrzałem na wyświetlacz, po czym odebrałem. 
- Czego chcesz, kretynie? - Tak właśnie moi mili, to mój najbliższy przyjaciel. Cicho wyszedłem z łóżka i udałem się do pomieszczenia obok, jakim jest kuchnia. 
- Jak zwykle miłe powitanie. - Skomentował nieco zirytowany. Nastawiłem wodę na kawę dla nas. 
- Do rzeczy. 
- Potrzebujemy cię. - Powiedział, po czym kontynuował. - Dzisiejszej nocy wilki znów planują atak. - Wyznał, a ja przełknąłem ślinę. - Mogę też zaatakować wcześniej, najlepiej jakbyś spędził dobę u nas. Co ty na to? - Zasugerował przyjaciel. Mam zostawić Joe na tyle czasu samą? A co z lekcjami, przecież Michael jest niebezpieczny w stosunku do niej. 
- Dobra. - Odparłem stanowczo i rozłączyłem się. Muszę się zbierać. Dokończyłem robienie kawy, jednakże odpuściłem jeśli chodzi dla mnie. Napisałem krótką wiadomość na kartce dla dziewczyny i wyszedłem w pośpiechu. Oby tylko ten frajer nic jej nie zrobił, bo nie chciałbym być w jego skórze. 

~Joe~


Gdy się obudziłam było nadzwyczaj cicho, czyżby znowu mnie zostawił samą? Wstałam i założyłam na siebie bluzę chłopaka, która leżała na fotelu obok łóżka. Chłodno coś. Rozejrzałam się po mieszkaniu, lecz nikogo w nim nie było, prócz mnie. Poczułam zapach kawy, dlatego udałam się w jego kierunku i zauważyłam karteczkę leżącą tuż obok kubka w gorącym napojem. 

"Musiałem wyjść, nie wiem kiedy wrócę, lecz nie sądzę, że szybko to mi pójdzie. Zrobiłem ci kawę, żebyś nie myślała, że zapominam o tobie..."

Uśmiechnęłam się na jego wiadomość, po czym czytałam dalej. 

"Zjedz sobie śniadanie, bo o godzinie dwunastej przyjdzie po ciebie Michael. Pamiętaj, aby się nie poddawać, cokolwiek głupiego będzie robił. Jesteś od niego o niebo silniejsza, a przede wszystkim cwańsza. Wykorzystaj to. Nathan" 

Przełknęłam głośno ślinę. lekcje z Michaelem? Sam na sam? Przecież ja tego nie przeżyje. Spojrzałam na zegarek wiszący na prostopadłej ścianie. 9:16. W porządku, mam jeszcze trochę czasu. Posłuchałam chłopaka i zrobiłam sobie śniadanie, wcześniej wypijając smacznie przygotowaną kawę. Gdy już byłam najedzona, miałam chęć sama poćwiczyć nowo poznaną umiejętność, lecz niemal od razu rozmyśliłam się. W mieszkaniu? A co jeśli uderzę głową w sufit, albo spadnę na cenne przedmioty należące do właściciela? Wolę lepiej nie ryzykować. Usiadłam na kanapie w salonie. Zauważyłam mój telefon leżący na meblach. Sięgnęłam po niego. Miałam kilka nieodczytanych wiadomości, między innymi od Amber oraz rodziców. 

"Ej laska, co z tobą? Niema cię w szkolę już od ponad tygodnia." 
" Jesteś chora? Może przyniosę jakieś filmy i pooglądamy?" 
"Joe idiotka, nawet odpisać nie łaska?"
" Wszystko z tobą w porządku?"

Wszystkie te smsy były od Amber. Oczywiście było ich o wiele więcej, ale resztę tylko "przeleciałam" wzrokiem i odpisałam. 

"Wszystko ze mną dobrze. Jestem u rodziny, wybacz że dopiero teraz się odzywam, ale zgubiłam wcześniej telefon i znalazłam go właśnie dzisiaj. Nie martw się, jak będę wracać dam ci znać." 

Mam nadzieję, że w to uwierzy. 

"Chciałem cię poinformować, że nasza nieobecność w domu nieco się wydłuży. Dostaliśmy nowe, atrakcyjne zlecenie, którego aż szkoda byłoby nie przyjąć. Na chwilę obecną nie wiemy kiedy wrócimy, możesz się tylko spodziewać, że krótko to nie zajmie." 

Wiadomość od taty, jak zwykle widoczny jest jego oficjalny ton. Jeśli chodzi o mnie i zaistniałe sytuacje, to nawet lepiej, że ich nie będzie. 

"Joe. Może faktycznie ciągle nas nie ma w domu i możesz czuć się odpychana lub niedoceniona przez nas, lecz pomimo tego nie zapominaj, że cię kochamy jak własną córkę. Wszystko co robimy, robimy ze względu na ciebie. Pamiętaj o tym." 

Kolejny sms , tym razem od mamy. Nie wiem co mam o tym myśleć. W tym momencie moje całe życie jest na przepaści. Nie wiem nawet czy kiedykolwiek wrócę do swojego świata. Zaczynam tęsknić, a to już poważny problem. 

"Spokojnie, doskonale was rozumiem i nie mam wam tego za złe. Cieszę się, że daliście mi dom o jakim nawet nie śniłam. Dziękuję wam, że jesteście przy mnie." 

Odpisałam, po czym zablokowałam komórkę i odłożyłam na swoje miejsce. Nie potrzebuję jej przy sobie. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam i udałam się w ich kierunku, po czym otworzyłam. Przede mną stał nikt inny, jak Michael.
- No witam panią. - Powiedział arogancko. - Ubieraj się. Jedziemy. - Zrobiłam to co kazał, założyłam na siebie buty, płaszczyk oraz czapkę i szalik, natomiast rękawiczki schowałam do kieszeni.
- Gdzie mnie zabierasz? - Spytałam gdy wychodziliśmy już w kamienicy.
- Na polane. - Odparł krótko i zaprowadził mnie do swojego samochodu, w stylu terenowym. Odmienność jeśli chodzi o Nathana. Rozpoznałam ten samochód, jest to mitsubishi, aczkolwiek nie wiem do końca jaki model.
- Wsiadaj. - Pospieszył mnie, gdy zauważył, że przyglądam się jego autu. Zrobiłam co kazał i już po chwili zmierzaliśmy  do celu.  Michael nawet nie spojrzał na mnie, dla mnie lepiej. Nie mam zamiaru rozmawiać z nim więcej, niż muszę. Jechaliśmy tą samą drogą, co Nathan wczoraj.

~♥~

- Mam już dość, jestem wykończona. - Żaliłam się. Ćwiczymy to od kilku godzin, bez ani najmniejszej przerwy.
- Melisa nie potrzebuje przerwy. - Skomentował krótko i zrobił skwaszoną minę. - No dobra, dobra. Zróbmy sobie tą chwile przerwy.
- No wreszcie. - Odparłam zmęczona i usiadłam na zimnej i mokrej ziemi. Nawet nie zorientowałam się, że posadziłam mój tyłek na śniegu. Automatycznie zrobiło mi się bardzo zimno. Wstałam cała się trzęsąc.
- Mądrze.
- Za-zamknij się. - Wyjąkałam z zimna. Moja szczęka również się trzęsła.
- Licz się ze słowami. - Zrobił groźną minę, na co prychnęłam. Mam się go bać? Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy wyciągnął dłoń w moją stronę i "rzucił" coś w stylu zgromadzonej magi prosto na mnie. Nie miałam nawet czasu, aby się obronić. Siła byłam na tyle potężna, aby mnie przewrócić.
- Co to było? - Zapytałam zaciekawiona. Nie ukrywam, że teraz nieco przeszedł mnie lęk.
- Oh czyżby Nathan nie wspomniał ci, że będę cię także uczył strzelania mocą? - Zadał pytanie retoryczne, co mnie jeszcze bardziej poirytowało. 

czwartek, 9 lutego 2017

Rozdział 17

      Następnego dnia, rano Nathan wrócił wreszcie do domu. Nie ukrywam, że martwiłam się o niego. Gdy tylko go ujrzałam przeskanowałam całe jego ciało w poszukiwaniu zadrapań lub czegokolwiek świadczącego o jego zdrowiu.
- Wreszcie jesteś. - Skomentowałam, gdy ten nic się nie odezwał. Chłopak wyglądał na zmartwionego. - Co jest?
- Zły pan się zbliża.
Co to ma znaczyć?
- Joe, mamy niewiele czasu... ja wątpię, że uda nam się odpowiednio cię do tego przygotować. - Wyznał, a mnie coś ukłuło w sercu. Najpierw tak bardzo wierzą w moje umiejętności, widzą we mnie nadzieje, a teraz co? Nie wie czy dam rade?
- Nathan...
- Nie, Joe. Albo weźmiemy się ostro w garść, albo cały świat pogrąży się w ciemności.
- Co ja mam niby robić? - Jestem w czarnej kropce. Nie mam pojęcia co powinnam teraz zrobić. Wciąż nie czuje tej całej mocy we mnie.
- Opanować resztę mocy. - Powiedział stanowczo. - Była Clody?
- Tak.
- I jak?
- Umiem to.
- Brawo. Muszę skontaktować się z Michaelem.
- Kto to? - Moja ciekawość dawała o sobie znać.
- Mag. Będzie cię uczył.
- Czego?
- Zobaczysz. - I na tym zakończył temat. Jak zwykle tajemniczość u niego na pierwszym miejscu. Nathan poszedł do innego pomieszczenia, jak myślę, zadzwonić do wcześniej wspomnianej osoby. Nie chciałam podsłuchiwać, w końcu i tak się dowiem. Postanowiłam zrobić sobie gorącą herbatę. Uwielbiam ją pić w zimne dni, takie jak ten. Minęło może dwadzieścia minut, gdy chłopak znalazł się w tym samym pomieszczeniu co ja.
- Zbieraj się. - Spojrzałam na niego pytająco, ale nic się nie odezwałam. Pewnie zabiera mnie do tego całego Michaela. Faktycznie się śpieszy ze wszystkim. Bez zbędnych komentarzy poszłam do pokoju, aby się przebrać z piżamy, a następne ubrać wierzchnie ubranie. Nathan zrobił podobnie i już po chwili byliśmy na zewnątrz. Chłopak zaprowadził mnie na pobliski parking, gdzie stał jego samochód. Wygląda na drogi wózek, nawet jak na niego.
- Co to za auto? - Nathan zdziwił się moim zapytaniem. No, ale cóż ja poradzę, że interesują mnie samochody?
Lotus Evora 400 - Odpowiedział po chwili spoglądając na swoje cudeńko. - Podoba ci się? 
- Tak, jest mega. - Powiedziałam pełna zachwytu. Chłopak pilotem odblokował drzwi i zdjął alarm, po czym wsiedliśmy do środka. Dźwięk silnika takiej bestii, to coś pięknego. Nie mogłam się "nasłuchać", ciągle było mi mało. Droga trwała ok godziny. Nie rozmawialiśmy praktycznie w ogóle, może dlatego, że chłopak zauważył mój podziw dla samochodu i dał mi czas na "delektowanie" się jazdą. Zatrzymaliśmy się przed wjazdem do dość potężnego lasu. Nie wyglądało to zbyt przyjaźnie. Nathan napisał sms'a do kogoś, a następnie otrzymał wiadomość zwrotną, po czym powoli wjechał w las. Uważnie rozglądałam się praktycznie wszędzie, aby dobrze zapamiętać drogę, gdyby jednak nie wyszło tak kolorowo, jak się zapowiada. Wśród drzew jechaliśmy około piętnastu minut wolnym tempem. Chłopak ponownie zatrzymał samochód, lecz tym razem zgasił silnik oraz zaciągnął ręczny, co sygnalizowało koniec podróży. Wysiadłam z pojazdu, tak samo jak zrobił to mój towarzysz, a jednocześnie kierowca. Przeszliśmy kawałek lasem, a następnie dotarliśmy na ogromną polanę.
- Łąka w środku lasu? Niezły wybór. - Usłyszałam głos Nathana, który był skierowany do mężczyzny stojącego nieopodal nas. Wspomniana osoba podeszła w naszą stronę. 
- Joe, to jest Michael. Będzie cię uczył latania. - Przedstawił nas grzecznie. 
- Cześć. - Podałam mu dłoń, a on ją delikatnie ścisnął. - Czekaj czekaj latania? Jak to latania? Co ja ptakiem jestem? - Moje zaskoczenie było ogromne. 
- Słodka, nieprawdaż? - Skomentował Nathan spoglądając na mnie. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że powiedziałam to na głos. 
- Masz rację. - Zgodził się z chłopakiem, lecz zrobił skwaszoną minę. - Ale czy "Melisa" powinna być słodka? - Nie rozumiem jego zapytania. - Jako osoba, która ma nas wszystkich ocalić, powinnaś być silna, twarda. - Zaczął wymieniać, a mnie przeszły dreszczy. - Musisz być bezuczuciowa, jak bestia. 
- Nie jestem taka. - Przyznałam cicho. 
- Myślisz, że jesteś w stanie zabić najpotężniejszego władcę o jakim słyszał świat? 
- Daj jej spokój. - Odezwał się Nathan. Było można zauważyć, gniew w jego oczach. Mężczyźni patrzyli na siebie złowrogo, aż do momentu kiedy zaczęłam kopać w ziemie swoją stopą, a raczej butem. Moje postępowanie rozluźniło nieco panującą atmosferę. Michael nagle chwycił mnie mocno za nadgarstek, na co Nathan już wyciągnął ręce w jego stronę. 
- Wyluzuj. Zaczynamy lekcje. - Mój towarzysz nieco odsunął się, ale wciąż był w gotowości. Ciekawa jestem czy tak bardzo zależy mu na mnie,  czy raczej na Melisie i ocaleniu całego świata. Sądzę, że na to pytanie, nigdy nie dostanę odpowiedzi. Michael zaprowadził mnie na środek polany i kazał stać, a sam oddalił się ode mnie i wyprostował ręce tak jakby na boki. Patrzył cały czas w jeden punkt, jak zahipnotyzowany. Nagle ujrzałam jak zaczyna się podnosić, jego ciało unosiło się delikatnie w górę. Gdy już uzyskał wystarczającą wysokość, zaczął zwyczajnie latać. Wyglądało to jak z magicznej bajki, coś nierealnego, a jednak. Michael po chwili "wylądował" tuż obok mnie. 
- Twoja kolej. - Powiedział, jakby rzucając mi wyzwanie. 
- Jak ja niby mam to zrobić? 
- Ej mała, jesteś Melisą. Ona zawsze wie co i jak ma robić. - Dogryzał mi. Ewidentnie mi dogryzał. 
No dobra... stanęłam w takiej samej pozycji jak on wcześniej i powtórzyłam jego czynności. Skupiłam się, lecz widocznie niewystarczająco, skoro nic się nie stało. Próbowałam jeszcze kilka razy, lecz wciąż nic. Mój "nauczyciel" zaśmiał się z moich poczynań, ale ja nie dałam za wygraną. Wzięłam głęboki wdech na rozluźnienie. Dobra Joe, nie możesz się poddać. Spróbowałam po raz kolejny. Nagle poczułam dziwne, dotąd nieznane mi uczucie. Czułam się nadzwyczaj lekka. Wciąż patrzyłam w jeden punkt, którym było drzewo na drugim końcu polany. Poczułam, że się unoszę. To cud, potrafię to. Uśmiechnęłam się w duchu. Jednak nie jestem taka beznadziejna, jak się mu wydaje. 
- Hej, Joe. - Usłyszałam głos Michaela, przez co nieco zdezorientowałam się. Spojrzałam w dół, na jego twarz. Wyrażała coś niebezpiecznego. Czemu on tak bardzo mnie nie znosi
- Brawo, brawo... - Udawał radość, choć w głębi duszy wiedziałam, że ma jakiś chytry plan i jego intencje nie są do końca szczere. Przez myśli na temat Michaela, całkowicie straciłam kontrolę nad swoim ciałem oraz magią. Poczułam strach. Co ja mam teraz zrobić? Nie czułam już tej lekkości, a raczej ciężkość, która ciągnie mnie wprost w dół. Byłam w kropce, nie potrafię tego opanować. Michael znów zaczął się ze mnie śmiać. Ten człowiek jest tak cholernie irytujący. Nagle poczułam jak spadam, to działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłam mrugnąć oczami. 
- Mam cię. - Usłyszałam tylko cichy głos Nathana. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Boże, on mnie złapał. Odetchnęłam z ulgą. Gdyby nie on, mogłabym się nawet zabić. 
- Już dobrze. - Uspokajał mnie, delikatnie przytulając do siebie. Poprawiłam się na jego rękach, dając mu znać, że może mnie już puścić. 
- Wszystko w porządku? - Spytał opiekuńczo, przez co zrobiło mi się ciepło na sercu. 
- Tak. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę. 
- Michael, czy ciebie już do reszty pojebało? - Wykrzyczał do znajomego maga. Jego głos wyrażał nic innego jak gniew. Jeszcze nigdy nie widziałam go takiego. 
- Stary, o co ci chodzi? - Chłopak wydawał się niewzruszony całą tą sytuacją. Widać było, że mój towarzysz, a jednocześnie bohater w tym momencie, nie było zadowolony ze słów chłopaka. 
- O co mi chodzi? Mogłeś ją zabić, pojebie. 
- Ej wyluzuj. - Znów go zlekceważył. 
- Nie, kurwa. Jeszcze raz, a pożałujesz. Jasne? - Zagroził mu i widać było, że nie żartuje. Przełknęłam głośno ślinę, przez co Nathan spojrzał na mnie. - Idziemy. 
- A co z lekcją? - Zapytałam zaciekawiona. 
- Na dzisiaj koniec. - Skomentował krótko i chwycił mnie na dłoń. Choć był wściekły i pełen agresji w stosunku do Michaela, dla mnie wciąż delikatny. Zaprowadził mnie do samochodu, po czym uprzejmie otworzył mi drzwi i kazał wejść do środka i zapiąć pas. Jechaliśmy z znacznie szybszą prędkością niż tu przyjechaliśmy. Sądzę, że było to spowodowane emocjami jakie odczuwał kierowca. Poczułam delikatny ból na ręce, przez co spojrzałam w tym kierunku. Miałam tam niewielkie zadrapanie, nawet krew się z niego nie sączyła. 
- Zajebie go. - Nagle odezwał się chłopak, spoglądając na moją rękę. 
- Spokojnie. - Starałam się go opanować, nie mam zamiaru skończyć w wypadku samochodowym, przez jego wielkie ego. 
- Kurwa, zajebie go. 
- Nathan opanuj się. Nic mi nie jest. 
- Joe, mogłabyś nawet nie żyć, gdyby mnie tam nie było. 
- Masz rację, ale jednak byłeś. 
- To nie zmienia faktu, że odpowie za to. - Na tym zakończył swoją wypowiedź. Wolałam się już nie odzywać, bo kto wie czy zaraz nie przeleje tej złości na mnie.  Do domu dotarliśmy dość szybko, tak jak już wspominałam przez emocje Nathana. Resztę dnia oraz wieczoru spędziliśmy jak normalni znajomi, przynajmniej w moim świecie, bo tutaj to ja nie wiem jak zachowują się kumple. Mianowicie oglądaliśmy filmy, przegryzając między czasie popcorn oraz popijając colą. Jak mam być szczera, to tak spędzony czas było dla mnie czymś pięknym. 

Rozdział 14

             Delikatnie się do niego uśmiechnęłam, po czym równie lekko skinęłam głową.
- Ależ naturalnie. Grzechem byłoby odmówić. - Chłopak odwzajemnił miły gest, jakim był uśmiech. Chwycił mnie pod rękę, pamiętając o mojej obolałej nodze i znów ruszyliśmy prosto w tłum cieszących się życiem ludzi? Sama nie wiem, czy mogę ich tak nazwać. Znaleźliśmy się w centrum, gdzie skupiła się cała społeczność tego miasta. Miejsce to było ich tak jakby głównym punktem zgromadzeń towarzyskich. Gdzieś w oddali słychać było żywą muzykę, do której tańczyły dzieci, w czasie gdy ich rodzice zajęci byli robieniem zakupów. Bardzo kreatywny pomysł, to muszę przyznać oraz oczywiście praktyczny. Nathan zaprowadził mnie do pięknie wystrojonej restauracji. Wszystko w środku wyglądało bardzo wykwintnie oraz bogato. Rzadko kiedy bywam w takich klimatach. Chłopak poprowadził mnie do wolnego stolika w rogu sali, przy idealnie ozdobionym oknie. Zajęłam swoje miejsce, a on poprosił kelnerkę o menu.
- I jak ci się podoba? - Spytał nagle spoglądając na mnie.spoglądając na mnie.
- Jest cudownie. - Skomentowałam krótko, lecz pozytywnie. Chłopak skinął głową, w tym samym czasie kobieta podała nam proszony przedmiot w liczbie dwóch sztuk. Jeden położyła przede mną na stole, natomiast drugi przed moim towarzyszem. Otworzyła kartkę dań i zaczęłam czytać oraz spoglądać na zdjęcia potraw zamieszczone obok krótkiego opisu. Wszystko wyglądało bardzo apetycznie, aczkolwiek jedno danie zwróciło moją największą uwagę.

~♥~

Potrawa nie tylko ładnie się prezentowała, lecz także była bardzo smaczna. Do dań Nathan zamówił białe wino. Co prawda niezbyt to pasuje do obiadu, ale no cóż było bardzo wytrwanie, a to się w końcu najbardziej liczy. W tym momencie wciąż jesteśmy w restauracji, popijając nasze wina i wznosząc toast za zabawę, szczęście, młodość... Teraz nie było ważne kim jestem, mogłam na chwile zapomnieć o wszystkim co mnie gnębi i zatracić się w niesamowitych doznaniach dzisiejszego dnia.
- Joe. - Zwrócił moją uwagę Nathan, po czym kontynuował. - Jesteś niesamowita. - Uśmiechnęłam się na jego słowa, lecz nie ukrywam zdziwiła mnie ta sytuacja. Zwyczajnie nie spodziewałam się takiego wyznania. Zostawiłam to bez komentarza i upiłam łyk swojego napoju. Atmosfera nadal była bardzo przyjemna, spędziliśmy tak czas aż do wieczora. Dopiero gdy z lekka zaczynało się ściemniać, opuściliśmy owy budynek.

Dość długo spacerowaliśmy po nocnym mieście, oczywiście idąc za rękę, gdyż moja noga wciąż uprzykrzała mi życie. Mijaliśmy piękne krajobrazy, nocą wszystko wygląda inaczej. Wtedy nie ma oszustw, widzisz wszystko tak jak jest naprawdę. Świat zrzuca swoją maskę i uwalnia w sobie szczerość, własną naturę. To samo zjawisko ma miejsce wśród ludzi, istot żywych. W nocy nie trzeba nikogo udawać, nikt cię nie widzi, już nie zasłaniasz się sztucznością i nędznym wyglądałem zewnętrznym, który ma za zadanie zakryć to co masz wewnątrz, coś najważniejszego. Nietrudno zauważyć, że to własnie ta pora dnia wzbudza we mnie refleksje i ujawnia wszystko to, co kryje moje serce.

~♥~

Nawet nie zwróciłam uwagi, gdy zrobiło się już bardzo chłodno, a zmrok zapanował nad światem.
- Wracajmy. - Wypowiedziałam to słowo, gdy zaczęłam czuć lęk, pewnego rodzaju niechęć. Opuściło mnie uczucie bezpieczności i nawet przy chłopaku czułam zagrożenie. Nathan wyczuł moje emocje.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozdział 13

Nathan 

Byłem wczoraj nieco zmęczony po całym dniu, tym bardziej, że korzystałem z magii, a to nas zwyczajnie męczy jak ludzi sprawność fizyczna. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, pamiętam jedynie, że patrzyłam na Joe, która wciąż oglądała film i widocznie wtedy odpłynąłem. W tym momencie nie jest to ważne, natomiast zastanawia mnie dlaczego czuję ciepło blisko mojego ciała. Otworzyłem oczy i dostrzegłem, że dziewczyna leży tuż obok mnie, a co dziwne i niezbyt normalne, wtuliła się we mnie, jak myślę przez sen. Ona jest taka piękna i delikatna. Wydaje się być taka bezbronna, aż nie mogę uwierzyć, że już nie długo będzie zmuszona stawić czoła złemu panu. Teoretycznie zawsze może odmówić, lecz nie sądzę, aby to uczyniła. Myślę, że ona zdaje sobie jednak sprawę z tego, że jest jedyną nadzieją wielu obywateli tego świata. Wystarczy ją tylko podszkolić, a będzie jak maszyna do zabijania. Nieustraszona i pewna swojego doświadczenia.  Z moich myśli wyrwał mnie ruch ciała Joe, dziewczyna ruszyła dłonią umieszczając ją na mojej klatce piersiowej, nie ukrywam spodobał mi się ten gest. Kobieta uniosła swoje powieki, przez co mogłem ujrzeć jej cudowne oczy. Było widać, że jest skrępowana pozycją w jakiej się obudziła. Automatycznie usiadła i poprawiła się naciągając na siebie grubą kołdrę. To było urocze. Postanowiłem, że zrobię coś do jedzenia, w końcu najlepszy dzień to taki, który zaczyna się od smacznego śniadania.

~♥~

W czasie jedzenia wspólnego posiłku oraz picia gorących herbat z cytryną i miodem rozmawialiśmy na temat dzisiejszego dnia.
- Jakie plany na dziś, szefie? - Zapytałam nabierając sobie dokładkę sałatki warzywnej.
- Szefie? - Zaśmiał się chłopak i uniósł brwi zabawnie. - Podoba mi się to. - Oblizał przy tym bardzo seksownie wargi, przez co zarumieniłam się. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, a najgorsze jest to, że on czyta emocje. Zabijcie mnie, proszę. - Myślę, że wybierzemy się na spacer. - Odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie. Nie miałam zamiaru dopytywać o szczegóły, ponieważ i tak wiem, że by mi nie powiedział. Po zjedzonym śniadaniu opłukałam twarz na orzeźwienie i podeszłam do czekającego już na mnie chłopaka.
- Idziemy? - Spytałam gdyż wciąż patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Tak. - Odparł twardo i otworzył mi drzwi wejściowe. Dzisiejsza pogoda była dość przyjemna, nie sypał już śnieg, a nawet świeciło słońce. Przechodziliśmy wzdłuż podobnych kamienic lub sklepów, co poprzedniego dnia, lecz było to inne miejsce. Nathan zaprowadził mnie do opuszczonej fabryki.
- Co my tu robimy? - Spytałam zdziwiona, że przyprowadził mnie do takiego otoczenia.
- Zobaczysz. - Powiedział, po czym spojrzał przed siebie, gdzie leżało dość spore skupisko ciężkich cegł. Wyciągnął wyprostowane ręce w ich stronę, a ja patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Byłam bardzo ciekawa co się dalej stanie. Nagle wspomniany wcześniej przedmiot uniósł się i w magiczny sposób "przyleciał" w moją stronę.
- Złap. - Powiedział Nathan, a ja wyciągnęłam rękę, aby zwyczajnie chwycić ten przedmiot, lecz wtedy on odsunął się ode mnie dzięki woli chłopaka.
- Nie tak. - Zwrócił mi uwagę. I tutaj zaczęłam dostrzegać problem w tym zadaniu. Otworzyłam usta, aby wyrazić mój sprzeciw,  lecz Nathan mnie automatycznie uciszył.
- Cii. Skup się. - Zrobiłam tak jak mi kazał, na moment zamknęłam oczy, żeby wyciszyć mój umysł. Wyciągnęłam dłoń, w celu przytrzymania tej cegły, czułam że chłopak zmniejszył swój nakład siły w wykonywaną czynność. Poczułam ciężar cegły, gdy byłam bardziej pewna swoich umiejętności, wszystko wydawało się łatwiejsze. Zaczęłam czuć się dobra w tym i to mnie wprowadziło w błąd. W pewnym momencie do mojej głowy zaczęły napływać inne myśli, przez co stałam się rozkojarzona. Nie potrafiłam z powrotem wrócić myślami do jednej czynności, która w tej chwili była dla mnie najważniejsza. Cegła spadła mi na nogę, przez co głośno zawyłam z bólu. Moje ręce automatycznie pojawiły się w miejscu silnego uderzenia. Nathan podszedł do mnie zaalarmowany.
- Pokaż. - Zabrał moje dłonie i sam chwycił moją obolałą stopę. Chłopak obejrzał moją część ciała, po czym spojrzał na mnie zmartwiony.
- Na szczęście nic poważnego się nie stało.
- Bardzo boli. - Zapłakałam niemal, spuszczając z niego wzrok.
- Jest mocno stłuczona. - Stwierdził niczym lekarz. - Spokojnie. Myślę, że na dziś wystarczy treningu. Nie odezwałam się nic, jedynie delikatnie skinęłam głową na znak zgody. Chłopak pomógł mi wstać z ziemi, ale nie puścił mnie tylko dalej przytrzymywał, abym nie przewróciła się. Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się w stronę cywilizacji. Co prawda noga nie była złamana, lecz pomimo tego bardzo bolała, nie mogłam postawić całkowicie stopy na ziemi, a co gorsza przełożyć ciężar ciała. Ból był niemiłosierny. Szliśmy ulicami miasta, wszędzie było pełno ludzi, świat jakby dopiero teraz się budził. Gdy patrzyłam na ten wspaniały widok tęskniło mi się za moim dawnym życiem. W pewnym momencie dość głośno zaburczało mi w brzuchu, przez co nieco się skrępowałam . Nathan spojrzał na mnie tajemniczo, zatrzymał się i stanął przede mną. Patrzyłam na jego czyny zaciekawiona.
- Czy umilisz mi dzisiejszy obiad swoją obecnością i zgodzisz się wyjść ze mną do restauracji? - Zapytał, zrobił to w tak elegancki i dostojny sposób, że odebrało mi chwilowo mowę. U nas, w świecie ludzi dżentelmeni to gatunek niemal wymarły. Nathan wciąż patrzył na mnie w ten sam zjawiskowy sposób.