- Mam dość na dziś. - Powiedziałam nagle. Jestem głodna, zmarznięta, zmęczona i do tego poirytowana.
- Nie ma mowy. Koniec przerwy. Wstawaj.
- Powiedziałam, że mam dość. Czego w tym nie rozumiesz?
- Tego, że to ja ciebie tu uczę, a nie ty mnie. Dlatego wstawaj i lataj mała. - Powiedział, a mnie krew w żyłach się zagotowała. Jak on śmie mną rządzić. Podniosłam się i znów ponowiłam czynność, którą ćwiczę od rana. Unosiłam się w górę coraz szybciej i dokładniej. Michael jak dotąd nie utrudniał mi tego, z czego byłam zadowolona. Może wreszcie da mi spokój i pozwoli mi nauczyć się tego dokładnie i po mojemu. Wzniosłam się na wysokość korony drzew, nieco niżej, ponieważ nie widziałam nic zza nich. Bałam się wzbić jeszcze wyżej. A co jeśli spadnę? Michael mówił, że w końcu będę musiała się tego nauczyć, ale nie wszystko od razu, prawda? Zauważyłam, że zaczyna się ściemniać. W zimie wszystko upływa szybciej, dlatego nim zeszłam na ziemie było już ciemno.
- Michael? - Zawołałam go, ponieważ nigdzie go nie widziałam w tych ciemnościach. Jedynie śnieg nadawał blask otoczeniu. Nie odpowiedział mi. Poczułam strach. Jestem sama w środku lasu, przecież w nocy wychodzą wilkołaki. Zawsze Nathan ostrzegał mnie przed tym. I co ja mam teraz zrobić? Nagle usłyszałam głośny dźwięk silnika i moim oczom ukazały się dwa światła samochodowe. Podeszłam wolnym krokiem w ich kierunku.
- Wsiadasz, czy mam jechać bez ciebie? - Odezwał się Michael. Co za palant. Szybko zajęłam miejsce pasażera. - Co tak długo?
- Nie mogłam cię znaleźć. - Powiedziałam z lekka wciąż przestraszona.
- Bałaś się?
- Nie. - Chłopak cicho się zaśmiał, widać że mi nie uwierzył, ale nie drążył już tego tematu. Byłam bardzo zmęczona jak już wspominałam. Moje powieki same opadały, lecz wciąż walczyłam ze snem. Przecież nie mogę zasnąć w samochodzie obcego mi faceta, który mnie nienawidzi tak bardzo jak ja jego. To absurd.
~♥~
Gwałtownie otworzyłam swoje oczy i zorientowałam się, że znajduje się u siebie w mieszkaniu. To znaczy Nathana mieszkaniu. Leżę na kanapie w salonie i nie mam na sobie wierzchnich ubrań. Jak ja się tutaj znalazłam? Spojrzałam na zegarek, jest godzina 3:49. Zapewne zasnęłam w samochodzie Michaela i mnie tu przeniósł. Zapytam go o to przy najbliższej okazji, a jak na razie jestem nadal senna. Ponownie zamknęłam oczy i pogrążyłam się w błogim śnie.
~♥~
- Pobudka. - Dobiegł mnie dość znany głos. Otworzyłam oczy i zauważyłam obok mnie leżącego Michaela.
- Co ty tu robisz? - Spytałam spanikowana. Co za palant, leży obok mnie w łóżku. - Wynoś się z tego łóżka.
- Mała spokojnie. - Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem. Chłopak położył dłoń na moim nagim ramieniu, przez co przeszły mnie dreszcze. Odsunęłam się automatycznie. Wstałam i zakryłam się bluzą leżącą obok. Nie mam zamiaru, aby ktoś patrzył na moje ciało. A już szczególnie on.
- Musisz zaczekać. - Powiedziałam nagle.
- Bo?
- Muszę się umyć. - Chłopak zrobił zaciekawioną minę.
- Jasne, idź. - Powiedział uwodzicielsko, na co zrobiło mi się niedobrze. Poszłam w stronę łazienki, pamiętając o prawidłowym zamknięciu drzwi na klucz. Włączyłam ciepłą wodę i zaczęłam się rozbierać. Wzięłam szybki prysznic, aby tylko nie ryzykować obecnością chłopaka w łazience. Gdy wyszłam już z kabiny zorientowałam się, że nie wzięłam sobie ubrań na przebranie. Przeklnęłam pod nosem. Założyłam na siebie długi ręcznik, no przynajmniej najdłuższy jaki znalazłam, który sięgał mi ledwo do połowy ud i wyszłam cichutko do pokoju Nathana, gdzie znajdują się moje ubrania. Kucnęłam przed dolną szafką i zaczęłam wybierać bieliznę, następnie resztę ciuchów. Już myślałam, że Michael nie dostrzegł mojej obecności tutaj, lecz oczywiście musiałam się mylić.
- Mmm co ja widzę.
- Odczep się. - Chłopak niebezpiecznie zbliżył się do mnie, na co przeszły mnie dreszcze.
- Spokojnie. - Powiedział i położył swoje dłonie na mojej talii.
- Zostaw mnie. - Poprosiłam patrząc mu prosto w oczy. Zrobił ruch ręką, przez który ręcznik jeszcze bardziej podwinął się do góry. Chciałam poprawić ten fragment, lecz nie dał mi możliwości. Materiał był na wysokości mojej kobiecości, jeszcze jeden ruch dłoni i ją odkryje.
- Masz ładne ciało.
- Puść mnie, proszę. - Nie wiedziałam co mam już robić. Czułam strach, panikę. W tym momencie on ma nade mną władzę. Chłopak patrzył na mnie zastanawiając się, po czym wreszcie odsunął się ode mnie. Każdy chyba wie, że gdyby na prawdę chciał coś mi zrobić, już dawno by to zrobił. Jest ode mnie silniejszy.
- Ubieraj się, nie ma czasu. - Powiedział i wyszedł z pokoju, ówcześnie zamykając za sobą drzwi.
~♥~
Mam już dość. Nie wiem co ugryzło tego faceta, ale jest dla mnie wręcz okropny i to dużo bardziej niż zazwyczaj.
- W ogóle ci to dzisiaj nie wychodzi. - Skomentował, choć wcale nie było tak źle jak uważa. Wznoszę się do góry, nawet delikatnie się poruszam latając. Moim zdaniem jest nawet lepiej niż poprzednio, ale oczywiście jemu jak zwykle nic nie pasuje.
- O co ci znowu chodzi? Przecież dobrze to robię. - Broniłam się, nie pozwolę na to, aby jakiś tam mag mnie obrażał.
- Dobrze? Dziewczyno robisz to beznadziejnie! - Wykrzyczał w moją stronę.
- Nie drzyj się na mnie, pojebie.
- Co ty powiedziałaś? - Podszedł do mnie w szybkim tempie i stanął dość zbyt blisko mnie.
- To co słyszałeś. - Standardowy tekst, nieprawdaż?
- Powtórz. - Zażądał nagle.
- A co ogłuchłeś?
- Powtórz kurwa!
- Polecam aparat słuchowy. - Powiedziałam z grymasem na twarzy. Widać było, że Michael nie wytrzymuje z nerwów i złości. - A no i jakieś prochy na nerwy.
Chłopak nic się już nie odezwał jedynie spojrzał na mnie, wyciągnął dłonie przed siebie. Z jego rąk wytworzyły się "kule" pochłonięte mocą. Jedna z nich poleciała w moją stronę.
- Co ty odpierdalasz? - Krzyknęłam zdenerwowana. Schyliłam się, dzięki czemu nie oberwałam. Kilka innych także zdołało mi się uniknąć. Strach, który czułam na początku całkowicie zniknął, zastąpił go gniew. Oj uwierzcie mi, że był to potężny gniew. Stanęłam do niego bokiem, aby kontem oka kontrolować jego zamiary. Starałam się zrobić to samo, co on. Wyciągnęłam dłonie przed siebie i się mocno skupiłam. Nie poddałam się, gdy zauważyłam, że mi nie wychodzi. Byłam zdeterminowana. Dostrzegłam kolejną kulę Michaela lecącą wprost na mnie. W tym właśnie momencie udało mi się wytworzyć własną, automatycznie poleciała w stronę chłopaka. Na moje nieszczęście zdążył uniknąć strzału. Oddałam jeszcze kilka "ciosów", byłam tak mocno zaciekawiona nowo odkrytą mocą, że nie dostrzegłam kuli magi lecącej w moją stronę. Dostałam prosto w brzuch. Siła uderzenia była tak mocno, że poleciałam kilka metrów dalej uderzając całym ciałem w ziemie. Automatycznie zasłoniłam twarz rękoma, na wypadek gdyby miał pomysł jeszcze mnie dobić. Aczkolwiek nie poczuła kolejnego uderzenia. Nie mam siły nawet by się podnieść, boli mnie miejsce w które dostałam, czyli brzuch. Reszta ciała nie jest źle, boli, ale da się wytrzymać. Zauważyłam, że Michael podchodzi do mnie.
- Żyjesz?
- Co cię to obchodzi? - Oczywiście, nawet w takiej sytuacji nie dałam za wygraną. - Najpierw chcesz mnie zabić, a potem pytasz czy żyje?
- Ej wyluzuj. Nie chciałem cie skrzywdzić.
- Jasne. To coś ci nie pykło. - Odparłam próbując się podnieść. Usiadłam i chwyciłam się za brzuch, gdyż ból był okropny.
- To był test. - Odpowiedział najzwyczajniej w świecie. - Byłem ciekaw, jak reaguje twoja moc.
- Co? - Nic z tego już nie rozumiem.
- Chodź. Zimno się robi. - Pomógł mi wstać i zaprowadził do samochodu, po czym otworzył mi drzwi. Zajęłam miejsce w środku, następnie dołączył do mnie kierowca.
- Twoja moc ma największą siłę, gdy jesteś zdenerwowana. Gdy zagraża ci coś, to właśnie wtedy najlepiej ci wszystko wychodzi. - Wytłumaczył.
- Okej. - Odparłam krótko. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Jechaliśmy w ciszy.. no prawie bo co jakiś czas Michael musiał się odezwać, aby zacząć rozmowę, lecz ja nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- Jesteś głodna? - Nie odpowiedziałam. Kiedy zawiezie mnie do domu Nathana, już nie będę głodna, więc co to za różnica? - Na pewno. - Sam sobie odpowiedział i skręcił w najbliższą boczną uliczkę. Rozejrzałam się, znajdował się tam bar fast food.
- Nigdzie nie idę. - Od razu zaprotestowałam.
- Chodź.
- Michael do cholery, ledwo siedzę przez ten jebany ból, a ty każesz mi iść sobie do knajpy żeby zjeść? Nie, dzięki.
- Dobra. Sam ci coś przyniosę. - I wyszedł. Siedziałam sama w jego samochodzie. W ciszy, bo oczywiście ten kretyn wziął kluczyki i nawet głupiego radia nie mogłam włączyć. Na zewnątrz powoli się już ściemniało.
~♥~
Po jakimś czasie Michael wrócił do samochodu z jedzeniem oraz napojami dla nas.
- Proszę. - Powiedział wręczając mi hamburgera, frytki oraz colę.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Zauważyłam, że mężczyzna zamówił sobie dokładnie to samo. Chłopak włączył radio, następnie sam wziął się za spożywanie posiłku. Wszystko było smaczne, pomimo tego, że pochodziło z typowego baru fast food. Pozory czasem mylą...
~♥~
Gdy zjedliśmy, Michael wrócił do kierowania pojazdem.
- Najedzona? - Spytał zauważając mój pełny brzuch.
- Tak. Bardzo smaczne było. - Skomentowałam mówiąc prawdę.
- To dobrze, że ci smakowało. - Uśmiechnął się w moją stronę. W tym momencie był dla mnie miły, chyba pierwszy raz odkąd go znam. - W końcu opanujesz te moce i staniesz się silniejsza.
- Twierdzisz, że jestem słaba? - Odparłam udając oburzoną. Michael spojrzał na mnie ze smutną miną.
- Tak. - Powiedział na co zaczęliśmy się śmiać oboje. Nagle zauważyłam, że coś jest nie tak. Poczułam niepokój. Z ciemności jakie nas otaczały wyjechał samochód, który kierował się wprost na nas. Patrzyłam przerażona na zaistniałą sytuację. Czyżby to nasz koniec?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz