czwartek, 9 lutego 2017

Rozdział 17

      Następnego dnia, rano Nathan wrócił wreszcie do domu. Nie ukrywam, że martwiłam się o niego. Gdy tylko go ujrzałam przeskanowałam całe jego ciało w poszukiwaniu zadrapań lub czegokolwiek świadczącego o jego zdrowiu.
- Wreszcie jesteś. - Skomentowałam, gdy ten nic się nie odezwał. Chłopak wyglądał na zmartwionego. - Co jest?
- Zły pan się zbliża.
Co to ma znaczyć?
- Joe, mamy niewiele czasu... ja wątpię, że uda nam się odpowiednio cię do tego przygotować. - Wyznał, a mnie coś ukłuło w sercu. Najpierw tak bardzo wierzą w moje umiejętności, widzą we mnie nadzieje, a teraz co? Nie wie czy dam rade?
- Nathan...
- Nie, Joe. Albo weźmiemy się ostro w garść, albo cały świat pogrąży się w ciemności.
- Co ja mam niby robić? - Jestem w czarnej kropce. Nie mam pojęcia co powinnam teraz zrobić. Wciąż nie czuje tej całej mocy we mnie.
- Opanować resztę mocy. - Powiedział stanowczo. - Była Clody?
- Tak.
- I jak?
- Umiem to.
- Brawo. Muszę skontaktować się z Michaelem.
- Kto to? - Moja ciekawość dawała o sobie znać.
- Mag. Będzie cię uczył.
- Czego?
- Zobaczysz. - I na tym zakończył temat. Jak zwykle tajemniczość u niego na pierwszym miejscu. Nathan poszedł do innego pomieszczenia, jak myślę, zadzwonić do wcześniej wspomnianej osoby. Nie chciałam podsłuchiwać, w końcu i tak się dowiem. Postanowiłam zrobić sobie gorącą herbatę. Uwielbiam ją pić w zimne dni, takie jak ten. Minęło może dwadzieścia minut, gdy chłopak znalazł się w tym samym pomieszczeniu co ja.
- Zbieraj się. - Spojrzałam na niego pytająco, ale nic się nie odezwałam. Pewnie zabiera mnie do tego całego Michaela. Faktycznie się śpieszy ze wszystkim. Bez zbędnych komentarzy poszłam do pokoju, aby się przebrać z piżamy, a następne ubrać wierzchnie ubranie. Nathan zrobił podobnie i już po chwili byliśmy na zewnątrz. Chłopak zaprowadził mnie na pobliski parking, gdzie stał jego samochód. Wygląda na drogi wózek, nawet jak na niego.
- Co to za auto? - Nathan zdziwił się moim zapytaniem. No, ale cóż ja poradzę, że interesują mnie samochody?
Lotus Evora 400 - Odpowiedział po chwili spoglądając na swoje cudeńko. - Podoba ci się? 
- Tak, jest mega. - Powiedziałam pełna zachwytu. Chłopak pilotem odblokował drzwi i zdjął alarm, po czym wsiedliśmy do środka. Dźwięk silnika takiej bestii, to coś pięknego. Nie mogłam się "nasłuchać", ciągle było mi mało. Droga trwała ok godziny. Nie rozmawialiśmy praktycznie w ogóle, może dlatego, że chłopak zauważył mój podziw dla samochodu i dał mi czas na "delektowanie" się jazdą. Zatrzymaliśmy się przed wjazdem do dość potężnego lasu. Nie wyglądało to zbyt przyjaźnie. Nathan napisał sms'a do kogoś, a następnie otrzymał wiadomość zwrotną, po czym powoli wjechał w las. Uważnie rozglądałam się praktycznie wszędzie, aby dobrze zapamiętać drogę, gdyby jednak nie wyszło tak kolorowo, jak się zapowiada. Wśród drzew jechaliśmy około piętnastu minut wolnym tempem. Chłopak ponownie zatrzymał samochód, lecz tym razem zgasił silnik oraz zaciągnął ręczny, co sygnalizowało koniec podróży. Wysiadłam z pojazdu, tak samo jak zrobił to mój towarzysz, a jednocześnie kierowca. Przeszliśmy kawałek lasem, a następnie dotarliśmy na ogromną polanę.
- Łąka w środku lasu? Niezły wybór. - Usłyszałam głos Nathana, który był skierowany do mężczyzny stojącego nieopodal nas. Wspomniana osoba podeszła w naszą stronę. 
- Joe, to jest Michael. Będzie cię uczył latania. - Przedstawił nas grzecznie. 
- Cześć. - Podałam mu dłoń, a on ją delikatnie ścisnął. - Czekaj czekaj latania? Jak to latania? Co ja ptakiem jestem? - Moje zaskoczenie było ogromne. 
- Słodka, nieprawdaż? - Skomentował Nathan spoglądając na mnie. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że powiedziałam to na głos. 
- Masz rację. - Zgodził się z chłopakiem, lecz zrobił skwaszoną minę. - Ale czy "Melisa" powinna być słodka? - Nie rozumiem jego zapytania. - Jako osoba, która ma nas wszystkich ocalić, powinnaś być silna, twarda. - Zaczął wymieniać, a mnie przeszły dreszczy. - Musisz być bezuczuciowa, jak bestia. 
- Nie jestem taka. - Przyznałam cicho. 
- Myślisz, że jesteś w stanie zabić najpotężniejszego władcę o jakim słyszał świat? 
- Daj jej spokój. - Odezwał się Nathan. Było można zauważyć, gniew w jego oczach. Mężczyźni patrzyli na siebie złowrogo, aż do momentu kiedy zaczęłam kopać w ziemie swoją stopą, a raczej butem. Moje postępowanie rozluźniło nieco panującą atmosferę. Michael nagle chwycił mnie mocno za nadgarstek, na co Nathan już wyciągnął ręce w jego stronę. 
- Wyluzuj. Zaczynamy lekcje. - Mój towarzysz nieco odsunął się, ale wciąż był w gotowości. Ciekawa jestem czy tak bardzo zależy mu na mnie,  czy raczej na Melisie i ocaleniu całego świata. Sądzę, że na to pytanie, nigdy nie dostanę odpowiedzi. Michael zaprowadził mnie na środek polany i kazał stać, a sam oddalił się ode mnie i wyprostował ręce tak jakby na boki. Patrzył cały czas w jeden punkt, jak zahipnotyzowany. Nagle ujrzałam jak zaczyna się podnosić, jego ciało unosiło się delikatnie w górę. Gdy już uzyskał wystarczającą wysokość, zaczął zwyczajnie latać. Wyglądało to jak z magicznej bajki, coś nierealnego, a jednak. Michael po chwili "wylądował" tuż obok mnie. 
- Twoja kolej. - Powiedział, jakby rzucając mi wyzwanie. 
- Jak ja niby mam to zrobić? 
- Ej mała, jesteś Melisą. Ona zawsze wie co i jak ma robić. - Dogryzał mi. Ewidentnie mi dogryzał. 
No dobra... stanęłam w takiej samej pozycji jak on wcześniej i powtórzyłam jego czynności. Skupiłam się, lecz widocznie niewystarczająco, skoro nic się nie stało. Próbowałam jeszcze kilka razy, lecz wciąż nic. Mój "nauczyciel" zaśmiał się z moich poczynań, ale ja nie dałam za wygraną. Wzięłam głęboki wdech na rozluźnienie. Dobra Joe, nie możesz się poddać. Spróbowałam po raz kolejny. Nagle poczułam dziwne, dotąd nieznane mi uczucie. Czułam się nadzwyczaj lekka. Wciąż patrzyłam w jeden punkt, którym było drzewo na drugim końcu polany. Poczułam, że się unoszę. To cud, potrafię to. Uśmiechnęłam się w duchu. Jednak nie jestem taka beznadziejna, jak się mu wydaje. 
- Hej, Joe. - Usłyszałam głos Michaela, przez co nieco zdezorientowałam się. Spojrzałam w dół, na jego twarz. Wyrażała coś niebezpiecznego. Czemu on tak bardzo mnie nie znosi
- Brawo, brawo... - Udawał radość, choć w głębi duszy wiedziałam, że ma jakiś chytry plan i jego intencje nie są do końca szczere. Przez myśli na temat Michaela, całkowicie straciłam kontrolę nad swoim ciałem oraz magią. Poczułam strach. Co ja mam teraz zrobić? Nie czułam już tej lekkości, a raczej ciężkość, która ciągnie mnie wprost w dół. Byłam w kropce, nie potrafię tego opanować. Michael znów zaczął się ze mnie śmiać. Ten człowiek jest tak cholernie irytujący. Nagle poczułam jak spadam, to działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłam mrugnąć oczami. 
- Mam cię. - Usłyszałam tylko cichy głos Nathana. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Boże, on mnie złapał. Odetchnęłam z ulgą. Gdyby nie on, mogłabym się nawet zabić. 
- Już dobrze. - Uspokajał mnie, delikatnie przytulając do siebie. Poprawiłam się na jego rękach, dając mu znać, że może mnie już puścić. 
- Wszystko w porządku? - Spytał opiekuńczo, przez co zrobiło mi się ciepło na sercu. 
- Tak. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę. 
- Michael, czy ciebie już do reszty pojebało? - Wykrzyczał do znajomego maga. Jego głos wyrażał nic innego jak gniew. Jeszcze nigdy nie widziałam go takiego. 
- Stary, o co ci chodzi? - Chłopak wydawał się niewzruszony całą tą sytuacją. Widać było, że mój towarzysz, a jednocześnie bohater w tym momencie, nie było zadowolony ze słów chłopaka. 
- O co mi chodzi? Mogłeś ją zabić, pojebie. 
- Ej wyluzuj. - Znów go zlekceważył. 
- Nie, kurwa. Jeszcze raz, a pożałujesz. Jasne? - Zagroził mu i widać było, że nie żartuje. Przełknęłam głośno ślinę, przez co Nathan spojrzał na mnie. - Idziemy. 
- A co z lekcją? - Zapytałam zaciekawiona. 
- Na dzisiaj koniec. - Skomentował krótko i chwycił mnie na dłoń. Choć był wściekły i pełen agresji w stosunku do Michaela, dla mnie wciąż delikatny. Zaprowadził mnie do samochodu, po czym uprzejmie otworzył mi drzwi i kazał wejść do środka i zapiąć pas. Jechaliśmy z znacznie szybszą prędkością niż tu przyjechaliśmy. Sądzę, że było to spowodowane emocjami jakie odczuwał kierowca. Poczułam delikatny ból na ręce, przez co spojrzałam w tym kierunku. Miałam tam niewielkie zadrapanie, nawet krew się z niego nie sączyła. 
- Zajebie go. - Nagle odezwał się chłopak, spoglądając na moją rękę. 
- Spokojnie. - Starałam się go opanować, nie mam zamiaru skończyć w wypadku samochodowym, przez jego wielkie ego. 
- Kurwa, zajebie go. 
- Nathan opanuj się. Nic mi nie jest. 
- Joe, mogłabyś nawet nie żyć, gdyby mnie tam nie było. 
- Masz rację, ale jednak byłeś. 
- To nie zmienia faktu, że odpowie za to. - Na tym zakończył swoją wypowiedź. Wolałam się już nie odzywać, bo kto wie czy zaraz nie przeleje tej złości na mnie.  Do domu dotarliśmy dość szybko, tak jak już wspominałam przez emocje Nathana. Resztę dnia oraz wieczoru spędziliśmy jak normalni znajomi, przynajmniej w moim świecie, bo tutaj to ja nie wiem jak zachowują się kumple. Mianowicie oglądaliśmy filmy, przegryzając między czasie popcorn oraz popijając colą. Jak mam być szczera, to tak spędzony czas było dla mnie czymś pięknym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz