piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 18

~Nathan~

Obudził mnie nieznośny dźwięk mojego dzwonka w telefonie. Spojrzałem na śpiącą obok mnie Joe. Była cudowna. Gdy śpi wydaje się być taka krucha i pełna ambicji. Co prawda, właśnie taka jest, aczkolwiek nie każdy dostrzega w niej także wysoki potencjał. Oderwałem od niej swój wzrok (co nie było wcale takie łatwe) i wziąłem do ręki komórkę. Spojrzałem na wyświetlacz, po czym odebrałem. 
- Czego chcesz, kretynie? - Tak właśnie moi mili, to mój najbliższy przyjaciel. Cicho wyszedłem z łóżka i udałem się do pomieszczenia obok, jakim jest kuchnia. 
- Jak zwykle miłe powitanie. - Skomentował nieco zirytowany. Nastawiłem wodę na kawę dla nas. 
- Do rzeczy. 
- Potrzebujemy cię. - Powiedział, po czym kontynuował. - Dzisiejszej nocy wilki znów planują atak. - Wyznał, a ja przełknąłem ślinę. - Mogę też zaatakować wcześniej, najlepiej jakbyś spędził dobę u nas. Co ty na to? - Zasugerował przyjaciel. Mam zostawić Joe na tyle czasu samą? A co z lekcjami, przecież Michael jest niebezpieczny w stosunku do niej. 
- Dobra. - Odparłem stanowczo i rozłączyłem się. Muszę się zbierać. Dokończyłem robienie kawy, jednakże odpuściłem jeśli chodzi dla mnie. Napisałem krótką wiadomość na kartce dla dziewczyny i wyszedłem w pośpiechu. Oby tylko ten frajer nic jej nie zrobił, bo nie chciałbym być w jego skórze. 

~Joe~


Gdy się obudziłam było nadzwyczaj cicho, czyżby znowu mnie zostawił samą? Wstałam i założyłam na siebie bluzę chłopaka, która leżała na fotelu obok łóżka. Chłodno coś. Rozejrzałam się po mieszkaniu, lecz nikogo w nim nie było, prócz mnie. Poczułam zapach kawy, dlatego udałam się w jego kierunku i zauważyłam karteczkę leżącą tuż obok kubka w gorącym napojem. 

"Musiałem wyjść, nie wiem kiedy wrócę, lecz nie sądzę, że szybko to mi pójdzie. Zrobiłem ci kawę, żebyś nie myślała, że zapominam o tobie..."

Uśmiechnęłam się na jego wiadomość, po czym czytałam dalej. 

"Zjedz sobie śniadanie, bo o godzinie dwunastej przyjdzie po ciebie Michael. Pamiętaj, aby się nie poddawać, cokolwiek głupiego będzie robił. Jesteś od niego o niebo silniejsza, a przede wszystkim cwańsza. Wykorzystaj to. Nathan" 

Przełknęłam głośno ślinę. lekcje z Michaelem? Sam na sam? Przecież ja tego nie przeżyje. Spojrzałam na zegarek wiszący na prostopadłej ścianie. 9:16. W porządku, mam jeszcze trochę czasu. Posłuchałam chłopaka i zrobiłam sobie śniadanie, wcześniej wypijając smacznie przygotowaną kawę. Gdy już byłam najedzona, miałam chęć sama poćwiczyć nowo poznaną umiejętność, lecz niemal od razu rozmyśliłam się. W mieszkaniu? A co jeśli uderzę głową w sufit, albo spadnę na cenne przedmioty należące do właściciela? Wolę lepiej nie ryzykować. Usiadłam na kanapie w salonie. Zauważyłam mój telefon leżący na meblach. Sięgnęłam po niego. Miałam kilka nieodczytanych wiadomości, między innymi od Amber oraz rodziców. 

"Ej laska, co z tobą? Niema cię w szkolę już od ponad tygodnia." 
" Jesteś chora? Może przyniosę jakieś filmy i pooglądamy?" 
"Joe idiotka, nawet odpisać nie łaska?"
" Wszystko z tobą w porządku?"

Wszystkie te smsy były od Amber. Oczywiście było ich o wiele więcej, ale resztę tylko "przeleciałam" wzrokiem i odpisałam. 

"Wszystko ze mną dobrze. Jestem u rodziny, wybacz że dopiero teraz się odzywam, ale zgubiłam wcześniej telefon i znalazłam go właśnie dzisiaj. Nie martw się, jak będę wracać dam ci znać." 

Mam nadzieję, że w to uwierzy. 

"Chciałem cię poinformować, że nasza nieobecność w domu nieco się wydłuży. Dostaliśmy nowe, atrakcyjne zlecenie, którego aż szkoda byłoby nie przyjąć. Na chwilę obecną nie wiemy kiedy wrócimy, możesz się tylko spodziewać, że krótko to nie zajmie." 

Wiadomość od taty, jak zwykle widoczny jest jego oficjalny ton. Jeśli chodzi o mnie i zaistniałe sytuacje, to nawet lepiej, że ich nie będzie. 

"Joe. Może faktycznie ciągle nas nie ma w domu i możesz czuć się odpychana lub niedoceniona przez nas, lecz pomimo tego nie zapominaj, że cię kochamy jak własną córkę. Wszystko co robimy, robimy ze względu na ciebie. Pamiętaj o tym." 

Kolejny sms , tym razem od mamy. Nie wiem co mam o tym myśleć. W tym momencie moje całe życie jest na przepaści. Nie wiem nawet czy kiedykolwiek wrócę do swojego świata. Zaczynam tęsknić, a to już poważny problem. 

"Spokojnie, doskonale was rozumiem i nie mam wam tego za złe. Cieszę się, że daliście mi dom o jakim nawet nie śniłam. Dziękuję wam, że jesteście przy mnie." 

Odpisałam, po czym zablokowałam komórkę i odłożyłam na swoje miejsce. Nie potrzebuję jej przy sobie. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam i udałam się w ich kierunku, po czym otworzyłam. Przede mną stał nikt inny, jak Michael.
- No witam panią. - Powiedział arogancko. - Ubieraj się. Jedziemy. - Zrobiłam to co kazał, założyłam na siebie buty, płaszczyk oraz czapkę i szalik, natomiast rękawiczki schowałam do kieszeni.
- Gdzie mnie zabierasz? - Spytałam gdy wychodziliśmy już w kamienicy.
- Na polane. - Odparł krótko i zaprowadził mnie do swojego samochodu, w stylu terenowym. Odmienność jeśli chodzi o Nathana. Rozpoznałam ten samochód, jest to mitsubishi, aczkolwiek nie wiem do końca jaki model.
- Wsiadaj. - Pospieszył mnie, gdy zauważył, że przyglądam się jego autu. Zrobiłam co kazał i już po chwili zmierzaliśmy  do celu.  Michael nawet nie spojrzał na mnie, dla mnie lepiej. Nie mam zamiaru rozmawiać z nim więcej, niż muszę. Jechaliśmy tą samą drogą, co Nathan wczoraj.

~♥~

- Mam już dość, jestem wykończona. - Żaliłam się. Ćwiczymy to od kilku godzin, bez ani najmniejszej przerwy.
- Melisa nie potrzebuje przerwy. - Skomentował krótko i zrobił skwaszoną minę. - No dobra, dobra. Zróbmy sobie tą chwile przerwy.
- No wreszcie. - Odparłam zmęczona i usiadłam na zimnej i mokrej ziemi. Nawet nie zorientowałam się, że posadziłam mój tyłek na śniegu. Automatycznie zrobiło mi się bardzo zimno. Wstałam cała się trzęsąc.
- Mądrze.
- Za-zamknij się. - Wyjąkałam z zimna. Moja szczęka również się trzęsła.
- Licz się ze słowami. - Zrobił groźną minę, na co prychnęłam. Mam się go bać? Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy wyciągnął dłoń w moją stronę i "rzucił" coś w stylu zgromadzonej magi prosto na mnie. Nie miałam nawet czasu, aby się obronić. Siła byłam na tyle potężna, aby mnie przewrócić.
- Co to było? - Zapytałam zaciekawiona. Nie ukrywam, że teraz nieco przeszedł mnie lęk.
- Oh czyżby Nathan nie wspomniał ci, że będę cię także uczył strzelania mocą? - Zadał pytanie retoryczne, co mnie jeszcze bardziej poirytowało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz