- Spokojnie. - Powiedział ściszonym głosem. - Spokojnie. - Powtórzył, a ja faktycznie nieco uspokoiłam się.
- Kim jesteś? - Spytałam gdy opanowałam swoją panikę. Mężczyzna znów obdarował mnie swym spojrzeniem, po czym odpowiedział.
- Nie mam złych zamiarów.
- Kim jesteś? - Powtórzyłam pytanie, gdyż nie uzyskałam interesującej mnie odpowiedzi.
- Nie skrzywdzę cię.
- Kurwa mać, pytam kim jesteś, a nie jakie masz plany, czasisz? - Działa mi na nerwy, ewidentnie.
- Spokojnie. - Czy on próbuje wyprowadzić mnie już całkowicie z równowagi? - Jestem Nahtan.
- Nahtan? Nie znam cię. - Stwierdziłam patrząc na niego.
- Nie dziwne, jestem tu od nie dawna.
- Okej... co ja tu robię? - Chciałam się jak najwięcej dowiedzieć.
- Nie pamiętasz? - Pokiwałam przecząco głową, nie wiedząc o co chodzi, - Zemdlałaś w szkole. Jakiś chłopak cię zaatakował...
- Drake. - Wyszeptałam, przypominając sobie tamtą sytuacje.
- Znasz go? - Zdziwił się.
- Tak ,tak.. to mój były.
- Oh rozumiem. Kontynuując zabrałem cię ze szkoły myślałem, że coś się stało poważniejszego, ale na szczęście tylko straciłaś przytomność.
- Dziękuję. - Powiedziałam i rozejrzałam się dokładnie, Poznaje te okolice, Chciałam wrócić już do domu, gdyż moje lekcje się już skończyły.
- Gdzie idziesz? - Usłyszałam głos Nathana za moimi plecami, przez co odwróciłam się.
- Do domu, a gdzie mam iść?
- Chodź, odwiozę cię.
- Dam sobie radę. - Nie znam go, dlaczego niby miałabym wsiadać z nim do samochodu?
- Joe. Nie wygłupiaj się, tylko wsiadaj.
- Skąd znasz moje imię? - Zdziwiłam się. Podobno jest tu od niedawna, a wie jak mam na imię?
- Bo znam, chodź. - Spojrzałam na niego przez chwilę. Ufać mu, czy nie?
- Dobra.
~♥~
*Wieczór*
Zbliżał się już wieczór, zachód słońca tego dnia był cudowny. Niebo w ciepłych barwach z połączeniem z listopadowym krajobrazem dawały światu nieziemski widok. Uwielbiam to, fascynuję mnie niebo i gwiazdy, właściwie to wszystko co tylko jest związane z galaktyką i wszechświatem jest dla mnie czymś zaskakującym.
~♥~
Kolejne dni szkolne mijały nadzwyczaj szybko. O zajściu tego feralnego dnia nie wie nikt po za mną, Drake'iem oraz Nathanem. Tego pierwszego nie widziałam od wspomnianego dnia ani razu, ten drugi zaś kręci się w szkolę, od czasu do czasu mijam go na przerwach, lecz żadne z nas nawet się nie przywita. Dokładnie tak. jakby tamto całe zdarzenie nie miało miejsca. Może to i lepiej...
- Joe, idziesz? - Zawołała mnie Amber, gdy wszyscy uczniowie weszli już do klasy, a ja stałam i rozmyślałam.
- Tak, już idę. - Odpowiedziałam i tak też zrobiłam. Właśnie zaczęła się lekcja biologii.
- Idziemy dzisiaj tam gdzie zawsze?
- Zimno jest. - Odparłam beznamiętnie. Nie mam nawet ochoty na szlugi. Czyżbym nieświadomie rzucała palenie?
- Nie mów mi, że jest zimno, bo kiedyś w mróz tam szłyśmy i do tego uśmiechnięte. Lepiej powiedziałbyś mi prawdziwy powód, a nie te ciągłe kłamstwa. - Nie odpowiedziałam. Nie będę się jej przecież tłumaczyć z własnego, prywatnego życia. W nadzwyczaj szybkim tempie minęło całe 45 minut i wreszcie mogliśmy wyjść na przerwę.
- Idziesz coś zjeść? - Zagadałam do siedzącej dalej przyjaciółki.
- Jasne.
- Chodź przejdziemy się. Trzeba rozprostować nogi, - Stwierdziła dziewczyna i tak też zrobiłyśmy.
Korytarz szkolny był jak zwykle zapełniony mnóstwem dzieciaków spieszących się na swoje lekcje, Najbardziej charakterystyczni byli pierwszoklasiści. Wszędzie ich było pełno. Wyglądali na zagubionych i często przestraszonych nowym miejscem oraz otoczeniem. I pomyśleć, że ledwie 2 lata temu byłam dokładnie taka sama.
- Widzisz jak tamten się patrzy w naszą stronę? - Usłyszałam głos Amber i spojrzałam we wskazanym kierunku. Pod ścianą stał Nathan oparty o nią i faktycznie patrzył na nas.
- Znasz go? - Ciągnęła dalej przyjaciółka.
- Nie.
- Dziwne, Patrzy się jakbyśmy się znali, a pierwszy raz go widzę.
- Pewnie jest nowy. - Odparłam beznamiętnie.
- Być może. - Amber umilkła na chwilę, lecz ta cisza nie trwała zbyt długo. - Spodobałaś mu się.
- Co? - Spojrzałam na dziewczynę i nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy byś zaskoczona jej stwierdzeniem. Dlatego też po prostu popatrzyłam się na nią.
- No spójrz sama, gapi się na ciebie jak pies na kiełbasę. - Amber zaśmiała się, zresztą ja również z jej porównania.
- Amber, przesadzasz. - Zlekceważyłam ją w tej chwili. - Chodźmy już lepiej do klasy, zaraz dzwonek.
- No dobra, dobra.
Reszta lekcji minęła dość szybko, nim dostrzegłam był już koniec dzisiejszych zajęć. Spakowałyśmy się oraz wzięłyśmy rzeczy z szatni. Robi się już coraz zimniej, dlatego kurtka jest koniecznością.
- Idziesz do mnie? - Spytałam po zastanowieniu i dojściu do wniosku, że nie mam co robić dziś w domu.
- Jasne. - Przyjaciółka niemal od razu się zgodziła.
- No to chodźmy.
- Już dawno nie robiłyśmy naszych akcji. - Zagadała Amber, gdy szłyśmy wzdłuż ulicy. Przez moment wróciłam myślami do tamtych chwil. Ta niepewność i strach przed złapaniem.. bezcenne.
- Tak, wiem. - Odpowiedziałam zamyślając się.
- Noo, może powtórka?
- Co masz na myśli? - Spojrzałam na nią niepewnie. Amber to świetna osoba, aczkolwiek jej pomysły czasem są nie z tej planety.
- Nie wiem, zawsze można coś ogarnąć. - Uśmiechnęła się i tak jakby w głowie już knuła cały plan .
- To jak już coś "ogarniesz" to daj mi znać.
- Mam cię uwzględnić w moich niecnych planach? - Zaśmiała się dziewczyna wesoło i spojrzała na mnie.
- Amber, znasz mnie. - Przymrużyłam oczy.
- Racja. Ty byś się nie zgodziła? - Zadała pytanie retoryczne, co wyglądało bardzo zabawnie, dlatego też również się zaśmiałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz