sobota, 22 października 2016

Rozdział 5

                  Nagle zaczęły dobiegać do mnie pojedyncze dźwięki, następnie czyjeś głosy.. albo głos? Z ogromnym trudem otworzyłam oczy i zorientowałam się, że jestem w obcym mi miejscu, a dokładniej w czyimś samochodzie. Ta myśl przyprawiała mnie o dreszcze. Leżałam na tylnym siedzeniu, z którego właśnie w powolnym tempie podniosłam się do pozycji siedzącej. Przed maską pojazdu ujrzałam mężczyznę mniej więcej mojego wieku, może nieco starszy. Przeraziłam się. Chciałam uciec stąd, lecz ból mi na to nie pozwalał. Czułam się wykończona i zrozpaczona. Chwyciłam za klamkę, aby opuścić samochód, lecz w tym samym czasie owy mężczyzna odwrócił się w moją stronę i spojrzał wprost na mnie. Nie wiedziałam co mam robić, sparaliżowało mnie to. Gdy spostrzegłam, że rusza do mnie znów odzyskałam swobodę i niezależność, dzięki czemu otworzyłam drzwi i postawiłam nogi na żwirowanej drodze. Czułam się bardzo słaba, ale w tym momencie nie zwracałam na to uwagi. Liczyło się tylko to, aby być jak najdalej od obcego mi faceta. Kto wie co on ma w głowie. Wstałam z siedzenia i zrobiłam krok przed siebie, lecz w tym czasie mężczyzna znalazł się przy mnie i chwycił mnie w pasie, na co zapiszczałam w szoku.
- Spokojnie. - Powiedział ściszonym głosem. - Spokojnie. - Powtórzył, a ja faktycznie nieco uspokoiłam się.
- Kim jesteś? - Spytałam gdy opanowałam swoją panikę. Mężczyzna znów obdarował mnie swym spojrzeniem, po czym odpowiedział.
- Nie mam złych zamiarów.
- Kim jesteś? - Powtórzyłam pytanie, gdyż nie uzyskałam interesującej mnie odpowiedzi.
- Nie skrzywdzę cię.
- Kurwa mać, pytam kim jesteś, a nie jakie masz plany, czasisz? - Działa mi na nerwy, ewidentnie.
- Spokojnie. - Czy on próbuje wyprowadzić mnie już całkowicie z równowagi? - Jestem Nahtan.
- Nahtan? Nie znam cię. - Stwierdziłam patrząc na niego.
- Nie dziwne, jestem tu od nie dawna.
- Okej... co ja tu robię? - Chciałam się jak najwięcej dowiedzieć.
- Nie pamiętasz? - Pokiwałam przecząco głową, nie wiedząc o co chodzi, - Zemdlałaś w szkole. Jakiś chłopak cię zaatakował...
- Drake. - Wyszeptałam, przypominając sobie tamtą sytuacje.
- Znasz go? - Zdziwił się.
- Tak ,tak.. to mój były.
- Oh rozumiem. Kontynuując zabrałem cię ze szkoły myślałem, że coś się stało poważniejszego, ale na szczęście tylko straciłaś przytomność.
- Dziękuję. - Powiedziałam i rozejrzałam się dokładnie, Poznaje te okolice, Chciałam wrócić już do domu, gdyż moje lekcje się już skończyły.
- Gdzie idziesz? - Usłyszałam głos Nathana za moimi plecami, przez co odwróciłam się.
- Do domu, a gdzie mam iść?
- Chodź, odwiozę cię.
- Dam sobie radę. - Nie znam go, dlaczego niby miałabym wsiadać z nim do samochodu?
- Joe. Nie wygłupiaj się, tylko wsiadaj.
- Skąd znasz moje imię? - Zdziwiłam się. Podobno jest tu od niedawna, a wie jak mam na imię?
- Bo znam, chodź.  - Spojrzałam na niego przez chwilę. Ufać mu, czy nie?
- Dobra.


~♥~


*Wieczór*

Zbliżał się już wieczór, zachód słońca tego dnia był cudowny. Niebo w ciepłych barwach z połączeniem z listopadowym krajobrazem dawały światu nieziemski widok. Uwielbiam to, fascynuję mnie niebo i gwiazdy, właściwie to wszystko co tylko jest związane z galaktyką i wszechświatem jest dla mnie czymś zaskakującym.


~♥~

Kolejne dni szkolne mijały nadzwyczaj szybko. O zajściu tego feralnego dnia nie wie nikt po za mną, Drake'iem oraz Nathanem. Tego pierwszego nie widziałam od wspomnianego dnia ani razu, ten drugi zaś kręci się w szkolę, od czasu do czasu mijam go na przerwach, lecz żadne z nas nawet się nie przywita. Dokładnie tak. jakby tamto całe zdarzenie nie miało miejsca. Może to i lepiej...

- Joe, idziesz? - Zawołała mnie Amber, gdy wszyscy uczniowie weszli już do klasy, a ja stałam i rozmyślałam.
- Tak, już idę. - Odpowiedziałam i tak też zrobiłam. Właśnie zaczęła się lekcja biologii.
- Idziemy dzisiaj tam gdzie zawsze?
- Zimno jest. - Odparłam beznamiętnie. Nie mam nawet ochoty na szlugi. Czyżbym nieświadomie rzucała palenie?
- Nie mów mi, że jest zimno, bo kiedyś w mróz tam szłyśmy i do tego uśmiechnięte. Lepiej powiedziałbyś mi prawdziwy powód, a nie te ciągłe kłamstwa. - Nie odpowiedziałam. Nie będę się jej przecież tłumaczyć z własnego, prywatnego życia. W nadzwyczaj szybkim tempie minęło całe 45 minut i wreszcie mogliśmy wyjść na przerwę.
- Idziesz coś zjeść? - Zagadałam do siedzącej dalej przyjaciółki.
- Jasne.
- Chodź przejdziemy się. Trzeba rozprostować nogi, - Stwierdziła dziewczyna i tak też zrobiłyśmy.
Korytarz szkolny był jak zwykle zapełniony mnóstwem dzieciaków spieszących się na swoje lekcje, Najbardziej charakterystyczni byli pierwszoklasiści. Wszędzie ich było pełno. Wyglądali na zagubionych i często przestraszonych nowym miejscem oraz otoczeniem. I pomyśleć, że ledwie 2 lata temu byłam dokładnie taka sama.
- Widzisz jak tamten się patrzy w naszą stronę? - Usłyszałam głos Amber i spojrzałam we wskazanym kierunku. Pod ścianą stał Nathan oparty o nią i faktycznie patrzył na nas.
- Znasz go? - Ciągnęła dalej przyjaciółka.
- Nie.
- Dziwne, Patrzy się jakbyśmy się znali, a pierwszy raz go widzę.
- Pewnie jest nowy. - Odparłam beznamiętnie.
- Być może. - Amber umilkła na chwilę, lecz ta cisza nie trwała zbyt długo. - Spodobałaś mu się.
- Co? - Spojrzałam na dziewczynę i nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy byś zaskoczona jej stwierdzeniem. Dlatego też po prostu popatrzyłam się na nią.
- No spójrz sama, gapi się na ciebie jak pies na kiełbasę. - Amber zaśmiała się, zresztą ja również z jej porównania.
- Amber, przesadzasz. - Zlekceważyłam ją w tej chwili. - Chodźmy już lepiej do klasy, zaraz dzwonek.
- No dobra, dobra.

Reszta lekcji minęła dość szybko, nim dostrzegłam był już koniec dzisiejszych zajęć. Spakowałyśmy się oraz wzięłyśmy rzeczy z szatni. Robi się już coraz zimniej, dlatego kurtka jest koniecznością.
- Idziesz do mnie? - Spytałam po zastanowieniu i dojściu do wniosku, że nie mam co robić dziś w domu.
- Jasne. - Przyjaciółka niemal od razu się zgodziła.
- No to chodźmy.
- Już dawno nie robiłyśmy naszych akcji. - Zagadała Amber, gdy szłyśmy wzdłuż ulicy.  Przez moment wróciłam myślami do tamtych chwil. Ta niepewność i strach przed złapaniem.. bezcenne.
- Tak, wiem. - Odpowiedziałam zamyślając się.
- Noo, może powtórka?
- Co masz na myśli? - Spojrzałam na nią niepewnie. Amber to świetna osoba, aczkolwiek jej pomysły czasem są nie z tej planety.
- Nie wiem, zawsze można coś ogarnąć. - Uśmiechnęła się i tak jakby w głowie już knuła cały plan .
- To jak już coś "ogarniesz" to daj mi znać.
- Mam cię uwzględnić w moich niecnych planach? - Zaśmiała się dziewczyna wesoło i spojrzała na mnie.
- Amber, znasz mnie. - Przymrużyłam oczy.
- Racja. Ty byś się nie zgodziła? - Zadała pytanie retoryczne, co wyglądało bardzo zabawnie, dlatego też również się zaśmiałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz