poniedziałek, 31 października 2016

Rozdział 6

- Dzień dobry Państwu. - Amber przywitała się z moimi rodzicami, na co oni przyjaźnie uśmiechnęli się.
- O witaj Amber. Dawno cię już tu nie było. - Stwierdziła mama, po czym dodała. - Co tam u ciebie słychać?
- A wszystko dobrze, ostatnio mamy sporo nauki, dlatego tak rzadko odwiedzałam Joe. - Przyjaciółka kulturalnie odpowiedziała.
- Siadajcie, podać coś do picia? Może zgłodniałaś? Mogę coś przygotować. - Mama jak zwykle wpadła w wir opiekuńczości i zaatakowała mojego gościa setkami pytań. Amber miło uśmiechnęła się.
- Nie, dziękuję. Jedynie poproszę szklankę wody.
- Oczywiście, już przynoszę. - Usiadłyśmy przy stole aż mama wróciła z wspomnianą wcześniej wodą. - Co dzisiaj robicie?
- Nie wiem, zapewne posiedzimy u góry. - Odpowiedziałam miło mamie. Jeszcze chwilę porozmawiałyśmy z moją rodzicielką, gdy ta nagle tak jakby coś sobie przypomniała.
- Prawie bym zapomniała. Wyjeżdżamy z ojcem w delegacje.
- Ty? - Zdziwiłam się. Przecież mama nigdy jeszcze nie jechała nigdzie z tatą, a już szczególnie w sprawach biznesowych.
- Tak. Tata potrzebuje kogoś do pomocy, wiesz bardziej rachunkowość. - Wytłumaczyła spokojnie. Znowu będę sama w domu, niby dobrze, ale z drugiej strony znów zostaje sama, przez to czuje się czasem samotnie. Wszystkim wydaje się, że mieć rodziców biznesmenów to takie fajne i w ogóle. Niby tak, ale najgorsza w tym jest ta samotność oraz poczucie braku miłości, zainteresowania.
- Kiedy? - Mama wydała się dość zakłopotana tym pytaniem, ale po chwili spokojnie odpowiedziała.
- O 17.
- Dziś? - Moje zszokowanie sięgało zenitu.
- No tak.
- Ale przecież to za trzy godziny.
- Tak, wiem o tym. Dlatego też idę się przygotować.
- Dobrze. - Odpowiedziałam nadal bardzo zdziwiona.
- Chodźmy na górę. - Zasugerowała Amber i wstała powoli patrząc na mnie. Oczywiście również zrobiłam to samo i poszłyśmy do mnie, do pokoju.
- Oglądamy coś? - Musiałam oddalić swoje myśli od odrobinę od zaistniałej sytuacji.
- Pewnie.
- Czekaj, przyniosę laptopa. - Tak, jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Wstałam i podniosłam wspomniany wcześniej przedmiot. Z powrotem usiadłam na łóżku przy Amber i położyłam go sobie na kolanach. Przyjaciółka położyła się na łóżku obok mnie.
- Horrory? - Dziewczyna przytaknęła i poprawiła się. Włączyłam youtube i zaczęłyśmy przeglądać różne zwiastuny. Po pół godziny wreszcie wybrałyśmy ciekawy film, a przynajmniej zwiastun, który najbardziej nas zainteresował.

~♥~

- Laska, mam genialny pomysł. - Nagle Amber wypaliła, gdy film dobiegał końca.
- No co wymyśliłaś tym razem?
- Imprezę. - Odpowiedziała dumnie oraz z podekscytowaniem w oczach.
- Znowu? - Nie wiem co tak "genialnego" jest w kolejnej imprezie.
- Twoją imprezę.
- Moją? Moją imprezę?
- Tak, dokładnie. - Przytaknęła uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Ciekawe kto miałby się tym wszystkim zająć. - Nie podoba mi się ten pomysł. Domówki są spoko, ale nie lubię być gospodarzem. Dlaczego? Myślę, że to proste. Chyba nikt nie chciałby pilnować pijanego towarzystwa przez pół nocy.
- No my. - Odpowiedziała jakby to było oczywiste, może dlatego, że w sumie było.
- Nie ma mowy, ja na to się nie piszę. - Od razu wymiguję się z jej pomysłu.
- Ale Joe no...
- Nie. Czy ty nie rozumiesz słowa "nie"?
- Nie. Spójrz na to z innej strony. Rzadko kiedy masz taką możliwość.
- Amber...
- Nie masz nic do gadania w tym momencie. - Sprostowała i nie dała mi dojść do słowa. W ostateczności poddałam się, Chyba jedna domówka nikomu nie zaszkodzi, no nie?
- Dobra. No to tak.. ja zajmę się zapraszaniem i przygotowaniem domu, a ty pójdziesz kupić alko i inne przekąski. - Zaplanowałam, po czym wzięłyśmy się do roboty. Zajmowanie się przygotowaniem dobrej "zabawy" niestety wymaga wiele poświęceń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz