sobota, 5 listopada 2016

Rozdział 8

       Wczorajsza impreza była udana, podobała się mi tak, jak i innym. Najgorszy był bałagan, od dwóch godzin sprzątam dom wraz z trzema znajomymi. Nie wyobrażam sobie sama ogarniać tego całego syfu, a Amber, czyli osoba, która mnie do tego namówiła nadal śpi i z pewnością nie wstanie tak prędko. Jak dobrze, że przynajmniej nie ma dziś szkoły, mam czas na dokładne posprzątanie.
- Joe? - Spojrzałam w kierunku Maksa, który trzymał w ręku rozbity wazon moich rodziców. O Boże nawet nie zauważyłam tego, przecież starsi mnie zabiją za to. Maks dostrzegł moje zmartwienie na twarzy.
- Nie martw się. Pomogę ci to naprawić. - Zaoferował, na co uśmiechnęłam się smutno.
- Wątpię żeby coś z tego wyszło.
- Zawsze warto spróbować. - Stwierdził siadając na kanapie i kładąc przed sobą wazon w kilku częściach. Z powrotem zajęłam się sprzątaniem pozostałości wczorajszej zabawy. Około godziny 11 moja kochana przyjaciółka raczyła wreszcie wstać i zejść na dół.
- O, kogo me oczy widzą. - Udałam zdziwienie, a zarazem rozbawienie.
- Ciszej. - Wyszeptała Amber zakrywając sobie uszy.
- Oj czyżbyś miała kaca? - Zakpiłam z niej, denerwuję mnie takie nieodpowiedzialne zachowanie. Ja rozumiem napić się, ale nie upić się, a ona najwyraźniej nie zna umiaru i nie potrafi się pohamować w odpowiednim momencie. Tacy ludzie nie powinni w ogóle mieć styczności z alkoholem.
- Daruj sobie. - Odparła poddenerwowana dziewczyna. - Lepiej daj mi wody. - Wyjęłam butelkę z lodówki i podałam ją spragnionej przyjaciółce, a raczej wysuszonej. W drugiej ręce trzymałam tabletki.
- Trzymaj. Pomoże ci.

~♥~

Gdy skończyliśmy sprzątać, a Amber nieco przeszedł podły ból zdecydowałyśmy, że pójdziemy na kawę do pobliskiej kawiarni. Ubrałyśmy się w odpowiednie ubranie i wyszłyśmy wcześniej zamykając dom.
- Dalej boli? - Spytałam, żeby zacząć temat, a tym samym przerwać tą krępującą ciszę między nami.
- Hm? - Popatrzyła na mnie nie rozumiejąc mojego pytania.
- Głowa. Czy nadal boli cię głowa?
- A, już dużo lepiej. - Uśmiechnęła się do mnie, po czym skupiła swój wzrok na krajobrazie przed nami. Droga do celu trwała mniej więcej pół godziny. Oczywiście można tam dojść w krótszym czasie, ale nigdzie nam się nie spieszy. W końcu miał być to spacer, a nie wyścig. Zwykle nie przepadam za kawą, ale czasem najdzie mnie ochota jednak. Spacer jak i kofeina rozluźniły moje spięte ciało i pozwoliły zwyczajnie wyluzować. Jutro kolejna domówka, moje życie to dno. No bo jak może nim nie być skoro całe opiera się głównie na imprezach.
- Jak to możliwe, że ty nie masz kaca? - Nudziła przyjaciółka siedząc na przeciwko mnie w lokalu.
- Może dlatego, że nie wypiłam tyle. - Przewróciłam oczach mówiąc to.
- Nie kłam, widziałam, że piłaś.
- Z umiarem. - Dodałam z lekkim uśmiechem.
- Ciekawe od kiedy ty masz z czymkolwiek umiar. - Zaśmiała się dziewczyna .
- Nadszedł czas by w końcu dorosnąć. - Również okazywałam dobry nastrój.
-Idziesz ze mną na urodziny Colvina? - Spytałam, bo akurat w tym momencie przypomniałam sobie o jutrzejszej imprezie.
- Kto to?
- Gadałaś wczoraj z nimi dość sporo, sądziłam, że chociaż spytałaś o imię. - Nabijałam się z zdziwionej Amber.
- Zabawa była zbyt fajna, żeby ją psuć zbędnymi pytaniami. - Uśmiechnęła się zadziornie do mnie, na co wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
- Nie wątpię. szczególnie, że nic z niej nie pamiętasz.
- Ej ej bez takich. A wracając do pytania, to niestety nie dam rady jutro.
- Czemu? - Spytałam zaciekawiona faktem, że Amber odpuszcza sobie zabawę.
- Ciotka ze stanów do mnie przyjeżdża, jednak pasuje żebym wtedy była.

~♥~

- Zjadłabym coś dobrego. - Ten tekst to codzienność u Amber, słyszę go minimum raz dziennie.
- Lody? - Zasugerowałam, ponieważ akurat przechodziłyśmy obok lodziarni.
- Nie.
- Jakieś ciasto?
- Nie.
- Hm.. to może pizza?
- Tak, to jest to. Zjadłabym pizze. - Zaśmiała się uradowana dziewczyna. W sumie to sama też bym ją przekąsiła.
- Chodźmy do sklepu. Zrobimy same pizze.

~♥~

Robienie pizzy.. robienie czegokolwiek z Amber równało się ogromny bałagan dosłownie wszędzie. Miałyśmy przy tym mnóstwo zabawy i śmiechu. Tym razem dziewczyna nie okazała się być totalną suką, tylko pomogła mi sprzątnąć nieporządek, który razem zrobiłyśmy. Pizza wyszła nam świetna, pomimo tego, że w jej skład wchodziło tyle rzeczy, co nigdzie indziej. Pierwszy raz jadłam tak bogatą w składniki pizze. Jadłyśmy ją oglądając nasz ulubiony serial w telewizji. Nim się obejrzałyśmy było już ciemno.
- Która jest godzina? - Nagle spytała mnie przyjaciółka podnosząc się z wygodnej pozycji. Spojrzałam na zegarek na ścianie.
- 20:48.
- O cholera. Muszę już iść.
- Nigdzie nie idziesz. Amber ciemno już jest. - W naszej okolice zawsze było mówione, że nie wolno wychodzić samemu o późnej porze z domu. To nie jest zbyt spokojne miejsce, a chyba lepiej nie kusić losu, prawda?
- Joe, spokojnie. Nic mi nie będzie. - Próbowała uspokoić mnie dziewczyna, ale na mnie to nie działa.
- Nie ma mowy.
- Zrozum, jestem zmęczona. Nic mi nie będzie, a przynajmniej wrócę do domu.
- Amber. Jesteś moją przyjaciółką i nie pozwolę na to, żeby coś ci się stało. Jeśli jesteś zmęczona to możesz iść już spać.  - Dziewczyna przekonała się co do moich słów i poszła na górę wziąć prysznic, a następnie położyła się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz