" Witaj moja kochana przyjaciółko. Nie chciałam cię budzić, a niestety musiałam już iść do domu, wiesz ciocia i te sprawy, dlatego też postanowiłam zostawić ci tylko tę karteczkę. Miłego dnia oraz zwariowanej imprezy :* Amber.
Ps. Zbyt słodko spałaś, nie miałam serca cię budzić. "
Uśmiechnęłam się sama do siebie po przeczytaniu jej zawartości. No cóż, w takim razie zostało mi samotne wypicie dwóch kaw, które przygotowałam. Do godziny 15 zamulałam siedząc na kanapie w salonie i rozmyślając nad sensem mojego życia. Tak wiem, żenujące. Dopiero po tej godzinie nabrała mnie chęć narysowania czegoś. Poszłam więc do swojego pokoju, po czym ze szuflady wyjęłam czystą kartkę papieru oraz wybrałam odpowiedni ołówek pod względem miękkości i usiadłam przy biurku po drugiej stronie pomieszczenia. Moja dłoń niemal sama szkicowała kreski i dociągnięcia na kartce. podczas rysowania byłam bardziej zamyślona niż skupiona na swojej pracy. Z czasem przede mną zaczynało być widać rysy twarzy. Nieznana mi postać nabierała kształtów oraz stawała się coraz bardziej przypominająca mi kogoś. Aczkolwiek byłam niemal pewna, że to jedynie wybryk mojej wyobraźni, w końcu jest ona dość.. potężna. Około godziny 17:30 moje dzieło było gotowe. Spojrzałam na nie z dumą, ponieważ obraz wyszedł mi całkiem nieźle. Przedstawiał on mężczyznę, a konkretniej zamaskowanego mężczyznę o czarnych jak smoła oczach, które na dobrą sprawę tylko je było widać. Osoba była ubrana cała na czarno, jego płaszcz, który miał na sobie przypominał ubranie "czarnego charakteru", niczym z jakieś filmu, a bliżej horroru. Nagle dostałam sms'a, przez co podskoczyłam lekko. Niepewnie chwyciłam komórkę w dłoń i z ulgą zaczęłam czytać treść wiadomości.
" Hejka, tu Colvin. Impreza rozpocznie się o 19, ulica to: Facamilia 309.
Liczę na twoją obecność :) "
Automatycznie zapisałam sobie numer chłopaka i na niego wysłałam odpowiedź.
" Cześć. Dzięki za info. Nie przeliczysz się dzisiaj :) "
Gdy wiadomość została wysłana, zaczęłam przeglądać zawartość mojej szafy. Sukienka, czy jednak lepiej spodnie? Spojrzałam na pogodę panującą za oknem i myślałam, że mi się przewidziało. Podeszłam bliżej szyby i stwierdziłam, że to serio się dzieje.
- Śnieg - Uśmiechnęłam się sama do siebie na to przekonanie. Tak bardzo uwielbiam zimę, szczególnie gdy jest piękna, biała i taka.. no cóż zimowa. W zaistniałej sytuacji wybór stroju jest raczej oczywisty. Przygotowałam sobie czarne rurki z wysokim stanem oraz krótką bluzkę w kolorze szarym, sięgającą mi co najwyżej do pępka. Na wierzch założyłam cieniutki sweterek oraz wysokie buty. Po ubraniu się w wcześniej wspomniane ubrania poszłam do łazienki, aby zrobić sobie odpowiedni makijaż. Nie za mocny, nie za lekki. Oraz zrobić delikatne fale z włosów. Po skończonym upiększaniu się przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że mogę tak wyjść. Była godzina 18:17, pora ruszać. Nie brałam portfela ani innych zbędnych rzeczy, które mogłabym zgubić. Jedynie telefon oraz klucze do domu miałam przy sobie.
~♥~
- Za naszego jubilata! - Wykrzyknęła jakaś dziewczyna podnosząc do góry swój kieliszek i uderzając nim o inne, również pełne. W tej licznej grupce pijanych ludzi, była także moja osoba. Alkohol w moich żyłach płynął i przyprawiał mnie o lekkie zawroty głowy, no ale któż by się śmiał tym przejmować. Liczy się dobra zabawa, a nie jakiś tam umiar? Tak, wiem jeszcze ostatnio mówiłam coś innego.. aczkolwiek każdemu należy się chwila przerwy od świata rzeczywistego. Reasumując postanowiłam dziś nie dbać o żadne zakazy powstałe w mojej głowie, tylko bawić się jak stara Joe. Mój kieliszek ciągle był pełny, nieważne ile wypiłam każdy dookoła dolewał mi w kółko. Oczywiście ja nie mam nic przeciwko. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Zatańczysz? - Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł do mnie Maks i poprosił o taniec. Rzecz jasna zgodziłam się, a nawet byłam bardzo chętna. Chłopak chwycił mnie za dłoń i zaprowadził w miejsce gdzie już sporo towarzystwa szalała i wywijała swoim ciałem. Wszędzie było można wyczuć pijanych ludzi, a raczej ich charakterystyczny zapach. Co ja gadam, sama nie byłam lepsza. W głośnikach rozbrzmiewały dźwięki jakiś starych piosenek z mocnym bitem, wydawało się jakby one były wręcz stworzone do tańca. Razem z Maksem ocieraliśmy się o siebie, prawie niczym para.. szkoda tylko, że do tego nam jeszcze bardzo daleko.
- Niezła jesteś. - Wyszeptał mi chłopak prosto w moje ucho. Uśmiechnęłam się na to stwierdzenie i spojrzałam na niego, po czym równie cichym głosem odpowiedziałam.
- Wiem. - Po czym posłałam mu słodkiego buziaka i poszłam w stronę baru z alkoholem.
- A podobno już tak nie pijesz. - Odezwał się głos za mną, przez co odwróciłam się w jego stronę. Przede mną stał jaśnie książę Drake we własnej osobie.
- Podobno mam cię gdzieś.
- A nie masz?
- Mam. - Odparłam zlewająco.
- To dlaczego ze mną dalej rozmawiasz? - Chłopak wciąż drążył temat.
- Jesteś denerwujący, wiesz?
- No coś tam, ktoś mi kiedyś wspomniał o tym.
- Odczep się człowieku ode mnie, okej? - Mam go już serdecznie dosyć.
- Kto gra w butelkę!? - Dobiegł mnie głos jakiejś dziewczyny, która stała na stole, aby zwrócić swoją uwagę innych. Po jej pytaniu zgłosiło się wiele chętnych osób, aczkolwiek sama zastawiałam się nad zagraniem w tę grę.
- Zagrasz? - Czy do niego nic nie dociera?
- Nie. - Odparłam i udałam się w stronę zgromadzonych ludzi, którzy byli chętni do zagrania.
- Weźcie tamtą butelkę i siadajcie. - Pokierowała wspomniana wcześniej dziewczyna wskazując na stojącą na blacie pustą, szklaną butelkę po piwie. Zajęłam miejsce pomiędzy dwoma nieznanymi mi bliżej dziewczynami i poprawiłam włosy, które spadały mi prosto na twarz.
- "Nie"? - Zacytował Drake, który właśnie usiadł obok mnie. Cóż za ironia...
- Tak. - Przekręciłam głowę w odwrotną stronę do niego i czekałam na rozpoczęcie się gry.
~♥~
Jak to zwykle odbywa się w tej grze, ludzie zadawali sobie wzajemnie pytania, lub wyzwania. Na moje szczęście stałam się ofiarą tylko jeden raz, gdzie jakaś dość sympatyczna dziewczyna zadała mi pytanie co do moich spraw łóżkowych. Dziwne? Nie sądzę, w końcu to impreza, no nie? A ja mam już 19 lat. Butelka ponownie zakręciła się i tym razem wypadło na mnie.
- Joe. - Powiedziała moja znajoma ze szkoły, Clara. Uśmiechnęłam się do niej wesoło, być może to przez procenty w moim ciele, ale wszystko wydawało mi się być zabawne i takie fantastyczne. - Pytanie, czy wyzwanie?
- Wyzwanie. - Powiedziałam pewnie, przez co dziewczyna chwilę się zastanowiła, aczkolwiek krótko po tym usłyszałam jej słowa.
- Pocałuj... - O nie, nie lubię tego. No ale cóż, takie są zasady gry. Jeszcze nikt nigdy nie umarł od jednego pocałunku... a przynajmniej tak mi się wydaję. - Drake'a. - Dokończyła dumnie. Serio? Jest tu tyle spoko chłopaków, a musiała wybrać akurat jego.
- Spoko. - Udawałam, że to przecież nic takiego. Spojrzałam na wspomnianego faceta, który szczerzył się od ucha do ucha. Przysunęłam się do niego bliżej i zwyczajnie, bez żadnych ceremonii pocałowałam go w usta. Cały ten czyn trwał może 3 minuty.
- Tylko tyle? - Posmutniał Drake, na co krzywo się na niego popatrzyłam.
- Życie.
Gra toczyła się jeszcze wiele razy, gdyż graliśmy w nią około 3 godzin. Aktualnie jest godzina 2:36, a co najlepsze nie jestem zmęczona, bawię się wręcz świetnie. No, może powiedzmy to w czasie przeszły, ponieważ w momencie gdy popijałam kolejnego drinka śmiejąc się z wcale nie zabawnych żartów społeczeństwa stojącego obok mnie, podeszła do mnie blondi, którą kojarzę z mojej imprezy.
- Joe? - Spojrzałam na nią zaciekawiona.
- No. - Dziewczyna podeszła do mnie bliżej i najzwyczajniej w świecie oblała mnie gorącą czekoladą. - Kurwa mać! Nienormalna jesteś?
- To za to, że przystawiasz się do mojego chłopaka. - Powiedziała z pogardą i wyższością.
- Pojebało cię dziewczynko? - Nadal nie rozumiem jej dziecinnego zachowania. - Czego ty ode mnie chcesz?
- Masz odczepić się od Drake'a, jasne?
- Bardzo chętnie. Problem w tym, że to najpierw on musi przestać mnie nękać!
- Ty weź spójrz lepiej na siebie, kto by cię chciał? - Zakpiła blondi.
- No widocznie twój "chłopak". - Uśmiechnęłam się do niej i chciałam już wyjść, gdy ta chwyciła mnie chamsko za rękaw mojego sweterka.
- Nie tak prędko. - Powiedziała i uderzyła mnie prosto w brzuch. Nie ukrywam, nieco mnie to zabolało, ale też bez przesady. Oddałam jej cios wycelowany w szczękę. No sory, ale ze mną się nie zaczyna. Dziewczyna automatycznie chwyciła się w obolałe miejsce i zaczęła coś krzyczeć do mnie.
- Następnym razem lepiej się zastanów nad tym co chcesz zrobić. - Powiedziawszy to wyszłam z domu Colvina. I pomyśleć, że w sekundzie ktoś potrafi zepsuć ci tak świetny humor. Ugh okropne uczucie. Na zewnątrz panował mróz, moje ciało coraz bardziej zaczynało się trząść, Zakryłam się szczelniej moim płaszczykiem i zmierzałam w stronę mojego domu. Poszłabym już spać...
~♥~Nagle usłyszałam szelest za sobą, przez co odwróciłam się. Nikogo za mną nie było, dziwne. Może mi się tylko przesłyszało. Wszędzie był już śnieg, zaskakujące w jak szybkim czasie może spać aż tyle tego białego puchu. Znowu to samo. Gwałtownie spojrzałam za siebie. Moje serce biło sto razy szybciej. Dwa razy przesłyszeć się? Nie, to niemożliwe. Przyspieszyłam kroku, oby nic mi się nie stało tego feralnego dnia. Zaczęłam obmyślać w głowie, jak najszybciej dotrzeć do mojego bezpiecznego domu. Nagle stanęłam jak wryta w podłoże patrząc przed siebie jak zahipnotyzowana. Jak to możliwe? Nie wierzę, przecież to nierealne. Moje myśli toczyły zawistną bójkę słowną, kiedy przed mną... no właśnie przede mną? Raczej wokół mnie rozproszyło się czterech dobrze zbudowanych mężczyzn. Otoczyli mnie z każdej możliwej strony, tworząc charakterystyczny kwadrat, a ja w środku niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz