Obudziłam się dziś bardzo wcześnie. Była może 6 rano, gdy do moich drzwi wejściowych ktoś niezapowiedziany zwyczajnie pukał, tym samym budząc mnie. Wstałam i zaspanym krokiem ruszyłam w ich stronę. Nim podeszłam wystarczająco blisko, drzwi sami mi się otworzyły, a w progu stanął Nathan.
- Ty idioto, przestraszyłeś mnie! Chcesz żebym zawału dostała?
- Widać, że ktoś się tu nie wyspał. - Zadrwił ze mnie, na co prychnęłam.
- Ciekawe czy ty byś się wyspał gdyby ktoś obudził cię o 6 rano. - Powiedziałam ze słyszalnym wyrzutem.
- Oj spokojnie.
~♥~
- Po co tu przyszedłeś?
- Chce cię gdzieś zabrać. - Wypalił nagle, a ja podejrzliwie spojrzałam na niego.
- Gdzie?
- Niespodzianka. - Odpowiedział tajemniczo. - Wierzysz już w magię?
- Nie wiem. To wszystko jest takie dziwne i w żaden sposób nie da się tego wytłumaczyć.
- Bo jest magiczne?
- Nie. Raczej psychiczne.
~♥~
Ubrałam się ciepło, ponieważ dziś także sypał śnieg. Chciałam ubrać swoje wysokie buty do dzisiejszej stylizacji, lecz chłopak upewnił mnie w przekonaniu, że lepiej abym ubrała coś na płaskiej podeszwie. Tak też uczyniłam. Z szafy stojącej na holu, wygrzebałam jasne kozaczki z tamtego roku. O dziwo były dobre, dlatego też w nich wyszłam. Nie mam pojęcia gdzie ten wariat chce mnie zabrać, ale jednak wolę się słuchać, bo coś czuję, że dobrze mi radzi.
~♥~
Aktualnie idziemy drogą, która prowadzi na obrzeża miasta. Ten fakt nieco mnie dziwi i zarazem martwi, ponieważ tam są tylko lasy. Co on planuje? Po około 30 minutach spaceru, doszliśmy do głównego wejścia do wnętrza lasu.
- Gdzie ty mnie prowadzisz?
- Spokojnie. Ufasz mi? - Nie ukrywam zaskoczyło mnie jego pytanie.
- Chyba tak. - Odpowiedziałam niepewnie.
- Nie masz powodu do obaw. Chodź.
Ruszyłam chwiejnym krokiem za nim. W głowie ciągle miałam natłok myśli, nie mogłam skupić się na jednej czynności przez to.
- Dobrze się czujesz? - Spytał zmartwiony chłopak spoglądając na moją twarz.
- Tak, jest dobrze.
- Już niedaleko. - Zapewnił i szliśmy dalej. Zaczynało mi się to już nudzić, gdy w okołu nie widziałam nic szczególnego, jedynie wielkie skupisko drzew.
- Jesteśmy. - Po około 10 minutach marszu, usłyszałam to słowo, przez co jeszcze bardziej dokładnie rozejrzałam się.
- Przecież tu nic nie ma. - Stwierdziłam nagle. Chłopak uśmiechnął się na te słowa i zachęcił abym ruszyła za nim. Tak też zrobiłam. Nathan kierował się w stronę "luki" pomiędzy dwoma drzewami, co wydawało mi się dość normalne, bo przecież pełno takich miejsc w lesie. Aczkolwiek nienormalne było już to iż chłopak najzwyczajniej w świecie nagle zniknął. Wyglądało to jakby wszedł w tajemny tunel, który jest niewidoczny dla innych.
- Idziesz? - Dobiegło mnie ciche echo dokładnie z tego miejsca. Chwila zwątpienia od razu minęła, gdy pomyślałam sobie, że przecież nie mam nic do stracenia. Podeszłam do tego samego miejsca, co wcześniej mój towarzysz i zamknęłam oczy, ponieważ jasność jaka biła w momencie kiedy w to weszłam, nie pozwoliła mi nawet otworzyć oczu. Przez chwilę czułam się taka lekka, jakbym nie istniała. Jednakże to uczucie minęło kiedy tylko znalazłam się nagle na jakiejś ulicy. Nie znam tego miejsca. Obok mnie przeszli inni obywatele, ale nie wyglądali oni na tych, których widuję codziennie. Rozejrzałam się uważnie w poszukiwaniu Nathana.
- Gdzie my jesteśmy?
- Po drugiej stronie. - Odpowiedział spokojnie. Wszyscy patrzyli się na mnie jakby mnie już znali, a ja każdego z nich widzę po raz pierwszy.
- Czemu ci ludzie tak się na mnie patrzą? - Zapytałam chłopaka, ponieważ krępowało mnie to.
- Mówiłem już. Każdy cie tu kojarzy.
- Myślałam, że żartujesz z tym. - Odparłam nieśmiało. Czyli, że mnie tu zna każdy, a ja nikogo? I gdzie tu sprawiedliwość? Nim się obejrzałam Nathan był już kilka metrów przede mną, przez co musiałam do niego dobiec. Jeszcze zgubię się tutaj i co wtedy pocznę? Chłopak zaprowadził mnie na tutejszy rynek. Różnił się on od naszego zwykłego centrum, jedyne podobieństwo widziałam w tym iż tutaj także były sklepy. Jednakże w tym miejscu wyglądało to całkowicie inaczej. Sklepy były opatrzone w rzeczy oraz przedmioty, których nie znajdziecie w naszym świecie. Między innymi można było tu kupić różnego rodzaju i zapewne także pochodzenia, różdżkę, latającą miotłę, mnóstwo ksiąg jak myślę z zaklęciami, mikstury, proszki, amulety, talizmany, nasiona, czy nawet aureole. Na budynkach widniały różne szyldy, typu maggaria, która jak się dowiedziałam była odpowiednikiem naszej zwykłej księgarni. Wszystko tutaj było takie inne, dosłownie jak z bajki, dlatego też trudno mi uwierzyć, że to dzieje się na prawdę.
- Zdziwiona? - Dobiegł mnie głos chłopaka obok. Pokiwałam twierdząco głową.
- To wszystko jest takie... niewytłumaczalne, takie magiczne.
- Dlatego też to miasto magii. - Dopowiedział i uśmiechnął się smutno.
- Co to za wyraz twarzy?
- Jaki? - Udawał, że nic się nie stało.
- Posmutniałeś.
- Masz rację. - Powiedział i kontynuował. - Ten świat to moje całe życie, urodziłem się tu, wychowałem... a teraz? Gdy nadejdzie "zły Pan" wszystko co teraz jest tu widoczne straci swój blask i urok. Zawładnie ciemność i tylko ona będzie tu na wieki.
- Nie ma sposoby, aby tego uniknąć?
- Jest. - Potwierdził moje przypuszczenia. - Ty jesteś naszą jedyną nadzieją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz