poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział 24

    Impreza... No nic nowego nie jestem w stanie tu powiedzieć. Mnóstwo rozlewającego się alkoholu, napalone nastolatki, standardowe bójki oraz głośna muzyka. To czynniki występujące na każdej domówce, przynajmniej każdej, na której byłam.
— Wreszcie. Miałem myśl, że nie przyjdziesz — usłyszałam głos Olivera, które podszedł do mnie.
— A jednak — odpowiedziałam rozbawiona — gdzie jest Amber?
— Aa, no, nie wiem. — Ewidentnie przyjaciel jest już wstawiony.
— Ile już wypiłeś?
— A ja wiem... już dawno przestałem liczyć — odparł, jakby to było oczywiste.
— Ty pijaku — zaśmiałam się, patrząc na chłopaka.
— Oj, nie marudź, tylko chodź tu i pij — Zacytował, prawie dobrze, tekst piosenki swojego ulubionego rapera, B.R.O
— Niezły raper z ciebie, młody.
— O ty. Za to "młody" wisisz mi kolejkę — w tym momencie oboje zaczęliśmy się śmiać.
Po nic nie wynoszącej rozmowie z Oliverem, wreszcie zgodziłam się napić z nim. Takim właśnie sposobem, kończę wlewać w siebie czwarty kieliszek wódki. Między czasie rozglądam się w poszukiwaniu Amber, lecz na próżno.
— chodź tańczyć, przecież zanudzisz mi się tu — Nagle zaproponował Oliver, na co się zgodziłam. Muzyka głośno dudniła, dzięki czemu na "parkiecie" było sporo pijanego towarzystwa. Aktualnie roznosiły się dźwięki dość rytmicznej piosenki, dlatego, wraz z przyjacielem, bawiliśmy się świetnie i łatwo było nam dopasować się do melodii. Ciągłe podskoki, piruety, czy inne dziwactwa, wymęczyły mnie.
— Muszę odpocząć — powiedziałam dość głośno, aby przyjaciel mógł mnie usłyszeć.
— Dobra. Tylko wróć niedługo — odpowiedział, po czym obrał sobie nowy cel do zabawiania. Chłopakowi łatwo nawiązuje się nowe kontakty, dzięki czemu nie martwię się zostawiając go samego.
Podeszłam do stołu, gdzie siedziałam wcześniej, lecz szybko zmieniłam zdanie. Na jednym z krzeseł siedział Drake, osoba której miałam już nie spotykać na swojej drodze. Odwróciłam się, aby umiejętnie wycofać się z jego pola widzenia. Niestety, nie udało się.
— Hej, nie uciekaj — Drake chwycił mnie za ramię, tym samym obracając w swoją stronę. — nawet się nie przywitasz?
— Najwidoczniej mam powody — odparłam z niechęcią.
— Jak zwykle wygadana.
— Puść mnie — rozkazałam, gdyż wciąż trzymał moje ciało.
— Ależ oczywiście — Drake zostawił moje ramię w spokoju, lecz wciąż był blisko mnie. — chciałem tylko pogadać — dokończył, czym mnie zaskoczył.
— Pogadać? A my w ogóle mamy o czym gadać?
— Joe — westchnął, jakby mnie karcił za złe zachowanie. — nie musisz pokazywać przy mnie swojej wredności. Doskonale wiem, jaka potrafisz być.
— Czego chcesz? — nie mam zamiaru stać tutaj z nim pół nocy, dlatego wolę od razu przejść do konkretów.
— Pamiętasz jak było nam świetnie razem? — spytał, lecz nie czekał na moją reakcje, tylko kontynuował dalej. —byłaś szczęśliwa ze mną, dawałem ci wszystko, czego zapragnęłaś...
— Co, proszę? Nigdy nie byłam przy tobie szczęśliwa — zaprzeczyłam jego słowom, gdyż zwyczajnie nie są prawdą.
— Nie kłam, Joe — zbliżył się do mnie. — oboje wiemy, że był czas, kiedy byłaś wręcz przeszczęśliwa.
Jego bliskość i to jak wymawiał każde słowo sprawiła, że zaczynałam przypominać sobie chwile, które chciałam na zawsze wyprzeć z pamięci.
— Te wszystkie wspólne spacery, wypady do kina, na miasto... łączyły nas i sprawiały, że byliśmy prawdziwą parą — kontynuował swoją wypowiedź. Czułam się jak w transie, nic nie mogąc się odezwać przypatrywałam się jego ruchom, gestom oraz wsłuchiwałam się w każde wypowiadane słowo. Mówił tonem, który wskazywał na to, że jest przejęty wspomnieniami, które widocznie wprawiają go w sentymentalny nastrój.
— A pocałunki? Były przepełnione miłością o jakiej zawsze marzyłaś — w tym momencie i ja zaczęłam wracać do przeszłości. Do chwil, w których, tak jak już to ujął chłopak, byłam szczęśliwa. Ma racje, chociaż wolałabym, aby kłamał. Nie trwało to długo, były to dosłownie początki naszego związku. Zresztą, z tego co wiem, zawsze tak bywa. Najpierw wydaje się wręcz idealnie, dopiero z czasem pojawiają się problemy, które przeważnie kończą się kłótnią.
— Joe — wypowiedział moje imię z namiętnością, jakiej brak było w naszym dotychczasowym związku. — to wszystko może wrócić. Wystarczy, żebyś tylko zapragnęła tego.
— Drake — wzięłam głęboki wdech. — między nami już wszystko skończone — spojrzałam w jego oczy, które w tym momencie wyrażały smutek. Było to wręcz niespotykane u niego. — nie jesteś w stanie naprawić muru, który sam zburzyłeś.
— Wiem. Zburzyłem, ale czemu od razu całkowicie mnie przekreślasz? — spytał, bliski rozpaczy. Zrobiło mi się go szkoda, ale nie mogę wymiękną. Nie po tym co mi zrobił.
— Zwyczajnie znam cię i wiem, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Jesteś miły, dobry, ale to wszystko jest teraz. Minie zaledwie kilka dni, a ty znów staniesz się taki jakim jesteś na co dzień. — Każde słowo wypowiadałam wyraźnie, aby dobrze mnie zrozumiał. — nie wiem co teraz tobą kieruje, może zbyt duża ilość alkoholu we krwi lub wewnętrzne sumienie, lecz dobrze wiem, że to nie prawda. To wszystko minie tak szybko, jak przyszło.
— Nie prawda — Zaprzeczył automatycznie, gdy tylko skończyłam wypowiedź. — jestem trzeźwy, nic nie brałem... mówię to prosto z serca — żalił mi się.
— Przykro mi, Drake. Najlepiej będzie dla nas oboje, gdy zapomnimy o sobie — przez wspomnienia które przed chłopaka zagościły w mojej głowie, ciężko było mi wypowiadać tak mocne słowa. — wiem, że to nie jest łatwe, ale z czasem ci przejdzie. Ból minie, a wspomnienia... — spojrzałam raz jeszcze na niego. — będą jedynie nędzną przeszłością — dokończyłam, po czym odwróciłam się zgrabnie i opuściłam jego pole widzenia. Ciągle myślałam o jego słowach. Chociaż bardzo chciałam, nie dawało mi to spokoju.

Goście Kodiego bawili się świetnie. Wszędzie można było zauważyć puste butelki po alkoholu, szczególnie wódce. Sporo tańczących ludzi zajmowało środek salonu, przez co ciężko było się z niego wydostać. Gdzieś w kątach stały grupki znajomych, którzy dyskutowali na jakieś niedorzeczne tematy. W końcu czego się dziwić, każdy z nas był już pijany. Moją uwagę przykuło zgromadzenie przy drzwiach kuchni, dlatego też podeszłam tam.
— Co tu się dzieje? — spytałam, gdyż usłyszałam krzyk zza drzwi. Pomimo głośnej muzyki, dało się usłyszeć głoś osoby w środku.
— Maria zatrzasnęła się w kuchni — powiedział jakiś chłopak stojący obok mnie.
— Czemu nie wyważycie tych drzwi? — spytałam, ponieważ  według mnie, był to najlepszy sposób.
— Nie da się — uświadomiła mnie ta sama osoba. — te drzwi są zrobione z nie wiadomo czego — chłopak sam był zaskoczonym obrotem sytuacji. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę głośników, które już po chwili wydawały z siebie o wiele cichsze dźwięki.
— Hej! Co ty robisz? — dobiegły mnie głosy oburzonych imprezowiczów. Nie przejmowałam się tym wcale, dla mnie ważniejsze było to, aby wydostać Marię. Skoro zwykłych, drewnianych drzwi nie da się wyważyć, to nie może być normalne zatrzaśnięcie się. Równie pospiesznie wróciłam do poprzedniego miejsca.
— Odsunąć się wszyscy — rozkazałam. Każdy wykonał moje polecenie, dzięki czemu dostałam się pod same drzwi. — Maria, słyszysz mnie? — starałam się nawiązać jakąkolwiek rozmowę z przestraszoną dziewczyną.
— Tak, słyszę — zza ściany dotarł do mnie jej cichy głos. Przystawiłam ucho do tworzywa, aby nasłuchiwać tego, co dzieje się po drugiej stronie. To co doszło do moich uszu, wcale nie uspokoiło mnie.
— Na ziemie! — krzyknęłam tak głośno, jak tylko mogłam. Sama również padłam na panele. Nie zdążyłam nic więcej wypowiedzieć, ponieważ nastąpił wybuch kuchenki. Skąd to wiedziałam? Proste, dzięki moim mocom mogę o wiele więcej niż przeciętny człowiek. Wszyscy w mojej okolicy także znaleźli się na ziemi, przez co nic im się nie stało. Przez siłę, jaką spowodował wybuch, drzwi wyleciały wraz z zawiasami i wylądowały kilka metrów dalej. Wstałam z ziemi i rozejrzałam się za Marią. W tym momencie nie zwracałam uwagi na szkody jakie wyrządziła eksplozja. Dostrzegłam dziewczynę leżącą na podłodze. Podeszłabym do niej, gdyby nie fakt, że jej ciało znajdowało się w środku ognia, tworzącego okrąg. Zrobiłam krok w stronę płomieni.
— Joe! — usłyszałam swoje imię, ale nie odwróciłam się. Nie chcę, aby coś zdekoncentrowało mnie. — Nie rób tego! Zginiesz! — głos za mną nie dawał mi spokoju. Nie poddawałam się. Wyciągnęłam dłonie przed siebie. Nie mam pewności, czy się uda, aczkolwiek jeżeli nie spróbuję, nigdy się nie dowiem. Skupiłam się na ogniu, czułam moc, która we mnie tkwi. Dzięki tej sile uwierzyłam, że jestem w stanie to zrobić. Przestałam myśleć o tym co dzieje się za mną, całkowicie wyłączyłam się na ten jeden, mały moment. Przymknęłam oczy, aby móc lepiej się wczuć. Delikatnie je uchyliłam, a wtedy nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Dosłownie naprzeciwko mnie płomienie rozstąpiły się, tworząc mi przejście. Zwyczajnie udało się. Nie pokazywałam po sobie radości, jedynie powolnym krokiem zbliżyłam się do dziewczyny. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam w bezpieczne miejsce. Zauważyłam, że istoty ziemskie nie są w stanie ujrzeć moim "czarów". Jedyne co widzieli to ostry biel, a gdzieś w środku niego, mnie. Ułatwiło mi to wiele spraw, gdyż nie uwolniłabym się od nadmiernej ilości pytań z ich strony. Wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem, gdy delikatnie kładłam Marię na sofie. Nie musiałam długo czekać, niemalże od razu przybiegli chłopaki, w tym brat dziewczyny, którzy zabrali ją stąd. Jednak nim całkowicie zniknęli z mojego pola widzenia, Stefan wrócił do mnie.
— Joe — wypowiedział moje imię, aby zwrócić na siebie uwagę. — Dziękuję.
— Nie ma za co, to dla mnie przyjemność — uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
— Gdyby nie ty, moja młodsza siostra... — westchnął z niedowierzaniem. Widać, że jest to dla niego ciężkie. — mogłoby już jej nie być — dokończył z łzami w oczach.
— Spokojnie. Najważniejsze, że żyję i nic jej nie jest — starałam się go uspokoić. — a teraz idź do niej, na pewno cię potrzebuje.
— Jeszcze raz dziękuję — powiedział, po czym zniknął w tłumie innych ludzi. Wszyscy opuszczali już dom Kodiego. Jego impreza na pewno przejdzie do historii. Sama również udałam się do własnego domu, aby móc wreszcie wziąć przyjemny prysznic, a następnie położyć się do wygodnego łóżka i zwyczajnie zasnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz